Wyświetlono wiadomości wyszukane dla frazy: Jak obliczyć dochód utracony
·
W ubiegłym roku zarabiałam ok 2000 zł, rzecz jasna o zasiłek nawet nie podchodziłam.W tym roku straciłam pracę i przez pól roku otrzymywałam zasiłek dla bezrobotnych ok 421 złna rękę.Pani w opiece obliczyła mi dochód utracony i oznajmiła że nie przysługuje mi zasiłek rodzinny bo w chwili obecnej dochód mój wynosi ok 766 zł. Cud !Nie wiem do tej pory jak ona to obliczyła ! Chociaż próbowała mi to wytłumaczyć na zasadzie ich cholernego przelicznika.Jakieś reguły utworzonej przez idiotę ! Wyśmiałam ja i wyszłam !
|
Zasiłek rodzinny Witam Was! Z Urzędu Skarbowego pobrałam zaswiadczenie o doch.za 2002. Wczesniej nie pobieraliśmy zasiłku rodzinnego. Nie wiem jak liczyć ten dochód. W 2002 pracowałam ja i mąż a teraz tylko mąż a ja pobieram zasiłek dla bezrobotnych. Więc od łacznego dochodu z zaswiadczenia odejmuję składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne, dzielę przez 12 a potem przez 3 (ja mąż i syn). Tak bym liczyła jakbym nie utraciła dochodu. Ale w mojej sytuacji mam jako podstawę liczenia traktowac tylko dochód męża czy jeszcze dodatkowo zasiłek dla bezrobotnych mój? Poradzcie mi bo u nas w opiece społecznej straszne kolejki a z obecnych moich obliczen wychodzi ze mi sie nie należy wiec dlatego tam jeszcze nie byłam. Pozdrawiam . Kaśka
|
dochód utracony - jak to jest Dzień dobry. Mam pytanie w sprawie obliczanie dochodu na osobę. Żona stara sie o zasiłek rodzinny i wychowawczy. Jesteśmy w takiej sytuacji. Żona od miesiąca lipca jest na urlopie wychowawczym (jest ubezpieczona u pracodawcy). Ja pracuje. Dziecko urodziło Nam się w październiku 2005 roku. Z Urzędu skarbowego pobraliśmy zaświadczenia o dochodach i nasuwają Nam sie takie pytania: 1. Czy Żony dochód jest brany pod uwagę (czy jest wliczany do dochodu na osobę) czy jest to dochód utracony ? Może jakiś procent dochodu jest brany pod uwagę ? (Babka w moprze coś kręciła!) 2.Na zaśwaidczeniu z US widnieją 4 punkty a) dochód b) podatek należny wyniósł c) składki na ubezp. zdrowotne odliczone od podatku d) skałdki na ubezp. społeczne odliczone od podatku
W jaki sposób oblicza sie dochód netto na osobę. Czy dobrze liczę że od kwoty a odejmuję b, c, d, dzielę przez 12 i dzielę na liczbę osób.
Pozdrawiam
|
W twojej sytuacji zasiłek mogą ci przyznać jeżeli dostarczysz zaświadczenie o tzw. utraconym dochodzie. Musisz dostarczyć do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie zaśw. o dochodach z 2002 r a także zaśw. o tym że twoja sytuacja materialna uległa zmianie z powodu utraty pracy przez męża. Dochód na 1 os. musi być niższy niż dokładnie 504 zł, czy wzięłaś pod uwagę w swoich obliczeniach dziecko jako członka rodziny? Najlepiej zgłoś się już teraz po dokładne informacje, bo może będzie należał ci się również jednorazowy zasiłek z tyt. urodzenia dziecka (500zł) i zasiłek rodzinny na dziecko 43 zł miesięcznie. Z tego co wiem ZUS nie zajmuje się już zasiłkami. A odnośnie pracodawcy po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego na twój wniosek musi dać ci cały urlop wypoczynkowy (zaległy i bieżący) a następnie wychowawczy. Pozdrawiam W razie pytań pisz na priv
|
Spokojnie Aniu!Wniosek nie jest skomplikowany a obliczenie dochodu jest działką urzędnika przyjmującego wniosek. Ty musisz tylko wpisać kwotę dochodu utraconego, w czym urzędnik ma obowiązek Ci pomóc. Dochód utracony musisz wykazać jesli zamierzasz ubiegac sie o zas.rodzinny wraz z dodatkiem jednorazowym 500zł. i przekracza Ci dochód z 2002r. Zaświadczenie ze skarbówki za 2002r. zresztą jak poprosisz zaświadczenie do rodzinnego to oni w Urzędzie Skarbowym sami już będą wiedzieć że to ma być za 2002, bo wystawiają tego krocie.A zaświadczenie z zakładu pracy o tym że przebywasz na urlopie macierzyńskim jest potrzebne, żeby udokumentować że Twoj dochód z 2002 r.jest dochodem utraconym, wówczas wezmą pod uwagę tylko dochody Twojego Małżonka...
|
Nikczemna mtoda odnosiła m.in. do tego:
„ja - może w odróżnieniu od Ciebie - jestem za tym, żeby również najlepsi mogli wyjeżdżać do pracy tam gdzie chcą - chcesz uczyć patriotyzmu na siłę? A Twoja ideologia jest dla mnie po prostu nieprzekonująca:)”.
Natomiast Twoją wypowiedź zacytowałem, aby wyjaśnić, co uznałem za ideologiczny bełkot.
Mam tylko ograniczony dostęp do danych oficjalnych. A z tych trudno to jednoznacznie wyprowadzić ze znanego powodu. Np. koszty związane z UE ukryte są w różnych pozycjach budżetu. A niektórych tam nie ma. Bo weź np. stanowiska ds. unijnych w gminach. Oblicz np. utracone dochody z ceł. Policz wzrost kosztów w firmach związany z dostosowaniem do unijnych norm itd. Jednak najprostszym argumentem jest to, abyś udał się do sklepu i po prostu porównał ceny z początku roku i obecne. To jest najbardziej odczuwalna „korzyść” dla każdego. A tych „korzyści” zapowiada się coraz więcej. Zważ wreszcie na ogólne tendencje. Z tego bardzo ważna – spadek zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. To stąd m.in. wynikają te pomysły typu zwiększenie składek ZUS, podwyższenie podatków itp.
|
Byłam tydzień temu w MOPS-ie i składałam dokumenty do zasiłku wychowawczego i pani powiedziała mi, że mój dochód jest utracony i pod uwagę bierze się tylko dochody męża. Więc może podasz podstawę prawną na podstawie której od września nie ma dochodu utraconego i do obliczenia kryterium dochodowego bierze sie zarówno dochody jednego jak i drugiego z małżonków. Bo może mnie źle poinformowali i tak naprawdę ten zasiłek mi się nie należy?? Na stronie www.zus.pl/swiadcze/zas005.htm jest zapis :Za utratę dochodu uznaje się utratę dochodu, która nastąpiła w związku z następującymi okolicznościami: uzyskaniem prawa do urlopu wychowawczego... Więc jak to jest?
|
mam ostanie pytanie w związku z tym moim załatwianiem:wyjaśnijcie mi to zdanie już z samego wniosku o zasiłek, bo nie wiem jak to obliczyć,a chciałabym wpisać.cytat:"wpisuje się kwotę stanowiącą różnicę pomiędzy przeciętnym miesięcznym dochodem w roku kalendarzowym poprzedzającym okres zasiłkowy osiągniętym przez osobę, która utraciła dochód, a jej dochodem z miesiąca poprzedzającego miesiąc złożenia wniosku".Czyli muszę odjąć od 2500 (przeciętny z 2005)wtedy tylko mój mąż pracował,dochód 1200(czyli ten co mamy teraz)?
|
jaki utracony dochód?
Twój dochód! Jeśli zdecydujesz się na wychowawczy, to z pracy nie dostaniesz złamanego grosza. Wtedy idziesz do MOPS-u. Tam do obliczenia dochodu na członka rodziny biorą tylko dochód Twojego męża (z : umów o pracę, umów zleceń, umów o dzieło itp, itd - no dochód męża po prostu, z PIT-u za 2008 rok). Dochód ten dzielą na 12, a tę kwotę na liczbę osób w rodzinie i wtedy im wyjdzie, czy przekraczacie 504 zł i zasiłki się należą, czy macie mniej niż 504zł na osobę i zasiłki, o których ktoś wcześniej napisał, się należą.
|
Do obliczenia, czy należy Ci się zasiłek rodzinny i dodatek do rodzinnego tzw wychowawczy, będzie brany tylko pod uwagę dochód Twojego małżonka. Twój dochód będzie potraktowany jako utracony. Z tego co wiem to w tym roku ma wzrosnąć ten magiczny próg 504 zł na osobę, więc nic jeszcze nie jest przesądzone. Najlepiej idź do swojego MOPS-u i tam wszystkiego się dowiesz.
|
Świadczenia rodzinne - zaświadczenie z US o dochod Byłam dzisiaj w US i wzięłam zaświadczenie o dochodach za 2007. Jest tam wyszczególniony dochód (pomniejszony o KUP) mój, męża, nasze składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne oraz podatek należny ale nie rozbity na mnie i męża tylko łącznie (rozliczaliśmy się wspólnie). Czy to właściwe zaświadczenie, czy mam iść jeszcze raz? mój dochód będzie się liczył jako utracony, więc nie powinien ten podatek być też rozbity? Jaką część podatku wezmą pod uwagę licząc czy spełniamy kryterium dochodowe? A może ktoś kto się orientuje i wyliczy mi czy i o ile przekraczamy kryterium dochodowe do świadczeń rodzinnych, bo panie stwierdziły, że jak złoże wniosek to się dowiem a ja jakoś specjalnie nie mam czasu żeby bez sensu jeździć po zaświadczenia które na nic się nie przydadzą bo według moich obliczeń przekroczyliśmy dochód o kilkanaście groszy....
|
maniolka05 napisała: > dzieki. > pytam bo kolezanka mnie nastraszyła ze nie każdemu obliczja jako > utracone ;p.Jestem z Krakowa ;p A to zależy. Utracie nie podlega dochód z umowy o dzieło, więc jeśli np. w roku, z którego oblicza się dochód do rodzinnego, pracowałaś na umowę o pracę i na umowę o dzieło, to utracona może być tylko część dochodu z umowy o pracę. Inna sprawa, to to, że w niektórych mniejszych ośrodkach urzędnikom nie zawsze się chce męczyć z utratą dochodu, więc jak najbardziej należy to na nich wymóc, najlepiej podpierając się odpowiednim paragrafem. Polecam stronę Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej www.mps.gov.pl/index.php?gid=292
|
Ulga na dzieci pożera zasiłki Dlaczego nikt wcześniej nie poinformował rodzin o tym, że zwrot podatku będzie wliczany do obliczeń zasiłku rodzinnego w przyszłym roku? W takim razie na czym ma polegać ta ulga, skoro moja rodzina utraci zasiłek rodzinny? Znowu ulga dla bogatych, którzy i tak nie otrzymywali zasiłku rodzinnego! Czy zwrot podatku może być wliczany do dochodów za rok 2007, skoro faktycznie otrzymałam go dopiero w 2008 roku? Proszę się ustosunkować do tego faktu!
|
Wniosek składasz dopiero w momencie przejscia na urlop wychowawczy (wtedy Twój dochód staje się utracony). Dochód trzeba wziąć z pitu za ubiegły rok (a dokładniej poprosic US o zaswiadczenie), dzielicie go na 3 osoby łącznie z dzieckiem, a liczy sie tak: (dochod brutto - skladki na ubezp. spoleczne - składka zdrowotna - podatek)/ilosc osob Wg moich obliczen nie przekraczacie 504zł(dopiero od ok. 2220zł dochod przekroczy magiczne 504 przy 3 osobach), wiec bedzie sie nalezalo rodzinne + dodatek. Małgorzata
|
Od dochodu wystawionego przez urząd skarbowy należy odliczyć wszystkie składki i podatek, zostaje wtedy kwota netto, którą należy podzielić przez 12 mies. i liczbę członków rodziny - jeśli wyliczona kwota nie przekroczy 504 zł, możesz śmiało składać wniosek, natomiast jeśli wyjdzie niewielkie przekroczenie, radzę udać się do MOPSU i poprosić o przeliczenie, ponieważ do zasiłku rodzinnego w inny sposób przeliczane są składki zdrowotne - jest to wyższa kwota, niż ta wykazana na zaświadczeniu z US, czyli na korzyść klienta.
Tak się oblicza miesięczny dochód rodziny tylko wtedy, gdy po roku bazowym nie nastąpiły żadne zmiany w sytuacji dochodowej rodziny, tzn. nikt nie stracił pracy, ani nie podjął nowej. Jeśli zmiany nastąpiły, należy oprzeć się o aktualną sytuację, czyli uwzględnić dochód z nowego źródła, lub utracić go, jeśli nastąpiła utrata pracy, lub przejście na urlop wychowawczy.
Osoba, która przechodzi na urlop wychowawczy i stara się o dodatek wychowawczy może wnioskować o utratę dochodu. Wtedy prawo do zasiłku rodzinnego i dodatków ustala się tylko na podstawie dochodu drugiego rodzica. Dlatego osoby mające dochód większy niż 504 zł miesięcznie na osobę, nie posiadające prawa do pobierania zasiłku rodzinnego, wraz z przejściem na urlop wychowawczy mogą starać się o przyznanie zasiłku i dodatków.
|
A to nie jest liczone, że za całość roku 2006? Bo ja na urlopie wychowawczym jestem dopiero od 1 listopada 2006, więc z moich obliczeń wynika, że mój dochód utracony to tylko te 2 miesiące czyli listopad i grudzień. Czy rok 2007 do lipca (czyli do teraz) się także wlicza? Czy może źle interpretuje?bo jestem w tym zielona i się nie znam a zalezy mi bardzo na tym zasiłku wychowawczym. Pozdr i dziękuję.
|
Aurinko, nie wprowadzaj Iberki w błąd
Poprawka.
Od dochodu wystawionego przez urząd skarbowy należy odliczyć wszystkie składki i podatek, zostaje wtedy kwota netto, którą należy podzielić przez 12 mies. i liczbę członków rodziny - jeśli wyliczona kwota nie przekroczy 504 zł, możesz śmiało składać wniosek, natomiast jeśli wyjdzie niewielkie przekroczenie, radzę udać się do MOPSU i poprosić o przeliczenie, ponieważ do zasiłku rodzinnego w inny sposób przeliczane są składki zdrowotne - jest to wyższa kwota, niż ta wykazana na zaświadczeniu z US, czyli na korzyść klienta.
Tak się oblicza miesięczny dochód rodziny tylko wtedy, gdy po roku bazowym nie nastąpiły żadne zmiany w sytuacji dochodowej rodziny, tzn. nikt nie stracił pracy, ani nie podjął nowej. Jeśli zmiany nastąpiły, należy oprzeć się o aktualną sytuację, czyli uwzględnić dochód z nowego źródła, lub utracić go, jeśli nastąpiła utrata pracy, lub przejście na urlop wychowawczy.
|
z tego co napisalas, bedzie Ci sie nalezal dodatek z tytulu opieki nad dzieckiem. z tym ze musisz pojsc najpierw na wychowawczy. i dopiero jak bedziesz na wychowawczym zlozysz wnioski o zasilek. okres zasilkowy trwa od 1.05.04-31.08.05 . jesli np pojdziesz na wych od pazdziernika 2004 to bedziesz dostawala zasilek od 10.04 do 08.05 obliczony na podstawie dochodow z 2002. do wyliczen przyjete beda dochody meza . twoj dochod zostanie potraktowany jako utracony. Bedzisz musiala dostarczyc do urzedu zasw z urzedu skarbowego o dochodach meza i swoich za 2002 rok oraz zaswiadczenie z zakl pracy czy z zusu ze jestes na urlopie wychowawczym pozdrawiam asia
|
Gość portalu: Palnick napisał(a):
> PKB, to Produkt Krajowy Brutto. Może on podlegać wzrostowi lub spadkowi. W > podanym przez Ciebie przykładzie :), mamy doczynienia ze SPADKIEM PKB. Tak po > prostu.
Jasne. Jeżeli w burżuazyjnych podręcznikach ekonomii jest mowa o ujemnym wzroście, to tym gorzej dla nich - burżujów. Jeżeli Milton Friedman używa terminu "negative growth" to należy odebrać mu Nobla z odsetkami. Zapewne należysz do tych, którzy jeżeli w czasie meczu piłkarskiego słyszą słowo "spalony", to chwytają za telefon by wezwac straż pożarną.
> Za Buzka było tak, że od momentu rozpoczęcia skłchładzania aż do stanu > hibernacji minimalny wzrost PKB był kreowany narastaniem bezrobocia.
Mam luki w literaturze ekonomicznej - nie znam mianowicie dzieł zebranych Macieja Manickiego - czy mógłbyś przypomnieć od jakiego poziomu wzrostu PKB zaczyna się "stan hibernacji"? Wiem, ze to pytanie - w moim przypadku rzecz wielce niestosowane, ale może jednak?
> Mówię o spadku PKB z 4,5% po rozpoczęciu schładzania do 1 % wtedy kiedy > operacja przyniosła sukces ekipie Buzka. Był to jej jedyny sukces ekonomiczny > wsparty ostrym wzrostem bezrobocia. Buzek osobiscie nic z tego nie rozumiał i > dalej nie wie o co chodzi.
Jasne. Jeżeli mówisz "spadek PKB" to powinienem wiedzieć, że masz na myśli "spadek tempa wzrostu PKB" - przecież to oczywiste.
> Ja nie jestem z SLD.
O - to tak jak Maciej Manicki.
> Reformy robi się wówczas kiedy są na to pieniądze z wysokiego wzrostu PKB, po > to aby kiedy przyjdzie zapaść (a przyjdzie) było tak jak piszesz wyżej. Co > jednak można wyrazić prócz politowania i wstrętu wobec rządu (Buzka), który > jednocześnie robi wszystko, żeby obniżyć PKB - miejsze dochody budżetu- i > porywa się na cztery! kosztowne i nie sprawdzone reformy. Zwłaszcza reforma > administracji wysysa pieniądze z kasy państwa, bo zamiast powołać 10 regionów z > > 49 województw utworzono 16 województw i ponad 360 powiatów - cholera jasna wie > po co? > Chyba, że chodziło o mnogość etatów dla polityków i zbędnej administracji.
Czyli byłeś zwolennikiem utworzenia 10 regionów a nie - tak jak rząd Buzka - 12 województw. Zgadzam się, że system dziesiątkowy jest bardziej praktyczny - na przykłąd łatwiej prowadzić wszystkie obliczenia, ale - tak z ciekawości (znowu pytanie - baaardzo niestosowne) - jaka szóstka spośród obecnych miast wojewódzkich, powinna Twoim zdaniem, utracić swój status?
|
najlepiej iść do mop-su tam ci obliczą. musisz mieć dochód za 2004 męża i twój (jeżeli pracowałać w tym czasie). wiem że można zrobić tak że twój dochód można zrobić jako utracony i wtedy liczy się tylko zarobek męża, ale lepiej to sprawdzić.
|
Dziewczyny! Tak sie składa, że pracuję w Ośrodku Pomocy Społecznej i zajmuję się przyzanwaniem świadczeń rodzinnych. Od 1 maja 2004 r. zasiłek wychowawczy nazwya się dodatkiem do zasiłku rodzinnego z tytułu opieki nad dzieckiem w okresie urlopu wychowawczego. Ma jak najbardziej związek z zasiłkiem rodzinnym. Aby uzyskać prawo do zasiłku wychowoawczego musicie się kwalifikować do zas.rodzinnego. W tym celu należy się zgłośic do Gminnego lub Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, bo tylko te instytucje wypłacają wychowawczy. Obecnie brane są dochody za 2002 r.W tym celu trzeba przedstawić stosowne zaświadczenie z Urzedu Skarbowego o dochodach OBOJGA małżonków za 2002r. Dochód wykazany przez US (dochód netto) dzieli sie przez 12 i przez ilość członków rodziny, jesli uzyskany iloraz nie przekroczy kwoty 504zł. - kwalifikujecie sie do zas.rodzinnego (43 zł. na pierwsze dziecko + 500 zł.jednorazowo dodatku z tytułu urodzenia dziecka). W celu uzyskania dod. wychowawczego trzeba przedłożyć 2 dokumenty: po pierwsze zaświadczenie od pracodawcy w którym pracodawca zaświadcza, że osoba ubiegająca sie o zas.wych. była zatrudniona w zakładzie pracy przez okres przynajmniej 6 m-cy przed uzyskaniem urlopu wychowawczego oraz informację o tym, ze udzielono pracownikowi urlopu wychowawczego z zaznaczeniem dokładnych dat : od kiedy do kiedy;po drugie zaświadczenie ZUS o tym, że osoba ubiegająca się o zas.wychowawczy była zgłoszona do ubezpieczeń społecznych. W kwestii dochodów sprawa wygląda tak: jeżeli dochód przekroczył 504zł/os/mies, można we wniosku wpisać informację o dochodzie utraconym (jeżeli miała miejsce sytuacja utraty dochodu). O tym, jak oblicza się dochód utracony i jak to udokumentować powie Wam urzędnik w opiece społecznej bo to za dużo pisania. Dodam tylko jeszcze, że od 1 września 2005 r. do zasiłku rodzinnego będą brane już dochody za 2004r.Jeżeli np. w miesiącu lutym zostanie przyznany Wam zasiłek rodzinny wraz z dodatkami to i tak tylko do końca sierpnia 2005r, a we wrzesniu trzeba będzie przedstawić dochody za 2004. Ale sie rozpisałam...ale wiem co pisze bo zajmuę sie tymi sprawami zawodowo. Pozdrawiam przyszłe i obecne Mamusie i Wasze Maluchy! Kasia
|
My w podobnej sytuacji zdecydowaliśmy sie na dziecko. Nie wiem jakie masz nastawienie do wielu spraw, ale my np.ratowaliśmy sie ubrankami "w spadku" i z ciuchlandów, które często były w lepszej formie niż te kupione nowe i raz wyprane. To samo wózek, łóżeczko. Zostają Ci pieluchy i kosmetyki. Teraz podejdę trochę inaczej do tej ciąży i zaczne od pieluch z Rossmanna które kupowałam już dla starszej córeczki (tylko te oddychające!!!)są dużo tańsze od Pampersów i całkiem niezłe. Zobaczymy jak się sprawdzą. Z kosmetyków za namową lekarza kupowaliśmy tylko mydełko Bambino. Podobno rzadko uczula, do tego jest tanie i śliczne pachnie. Zrezygnowaliśmy z oliwek, też za namową lek.bo tak naprawde noworodek ma wystarczajaco samoistnie natłuszczoną skórę. Stosowanie jej jest trochę nieuzasadnione. Wydawaliśmy na takie malutkie dziecko(przy Pampersach i słoiczkach)ok.100zł/m-ąc Oczywiscie ktoś się może sprzeciwić i powiedzieć że chce dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Oczywiście jak go stać nie ma sprawy. Ja tez bym chciała kupować wszystkie ubranka w H&M a nie tylko na wyprzedazach. Pan który podpisywał ze mną umowę o telefon strasznie marudził że dziecko tak bardzo kosztuje, bo oni na kilku m-czne dziecko wydają 800z!!! Ja mu na to że tyle to my mamy na życie na cały m-ąc. Do tego przy Waszych dochodach dostaniecie na bank zasiłek wychowawczy. To ok 450zł. Niewiele ale zawsze coś. Oblicza się to tak że dochód męża netto dzieli się na 3(na:mężą,Ciebie i dziecko)i nie może być więcej niż 550zł/os. Możesz go pobierać chyba 2(lub 3)lata. Twój dochód traktowany jest jako utracony. Do tego jeszcze becikowe. Możesz się ratować jak ja sprzedając potem ubranka na Allegro. Możesz tez zrobić jak moja znajoma, która po urodzeniu zapowiedziała wszystkim odwiedzającym aby nie przynosili zabawek i ciuszków(te też kupowała w ciuchlandach i na Allegro)tylko pieluchy. Uzbierała się pokaźna kolekcja. I karm piersią, to wielka oszczędność i zastrzyk zdrowia dla dziecka. Dasz rade !!!
|
Na wychowawczym Twój obecny dochód z zakładu pracy traktowany jest jako utracony i nie wchodzi do obliczeń. Małgorzata
|
Ja nie pisalam zaswiadczenia o utraconych dochodach. Na zaswiadczeniu z US byly dochody moje i meza, a pani w ops po prostu w obliczeniach odjela moje dochody. Widac co urzad to inny system.
|
urlop wychowawczy witam jak oblicza sie podstawe do wypłacenia zasiłku wychowawczego.czy jest to obliczane z dochodów z biezacego roku czy z roku 2007?czy pod uwage sa brane zarobki meza i moje,czy tylko meza a moje traktowane jako dochód utracony?
|
> wychowawczy. Skompletowałam dokumenty, podliczyłam i du.a. Mój niemąż w 2005 > prowadził działalność "na ryczałcie" i zgodnie ze wskazanymi obliczeniami
prowadził czy dalej prowadzi?? bo jeśli już tej działalności nie ma to dochód jest utracony.
|
Płaca minimalna pozbawia legalnej pracy (Felieton wygłoszony 30 sierpnia 2007 r. w Radio Zachód)
Rząd zapowiedział wydanie nowego rozkazu wedle którego pracodawcy zostaną zmuszeni podnieść płacę minimalną z 936. do 1126 zł. Czy jest się z czego cieszyć?
Dokładnie tego nie wiadomo, ale można przyjąć, że ok. 300 - 400 tys. osób pracuje dzisiaj za minimalną pensją. Tak naprawdę oni nie mają powodów, aby się cieszyć z zapowiadanej podwyżki. Po wejściu w życiu przymusu podniesienia płacy minimalnej wielu z nich straci legalną pracę. Jeśli właściciel firmy będzie płacił za pracę więcej niż ona jest warta, tzn. więcej niż przynosi ona dochodu, to taka firma ostatecznie zbankrutuje. Pracodawcy zatem mają obowiązek dbać o to, aby praca każdego zatrudnionego wytwarzała więcej dochodu niż kosztów, a podniesienie płacy minimalnej znacznie te koszty powiększa. Każdy przyzna, że to jest rozumna i sprawiedliwa reguła, której musi się trzymać nie tylko przedsiębiorca, ale i każdy zwyczajny zjadacz chleba. Pracownicy trzymają się tej reguły w ten sposób, że nie kupują towarów, które kosztują więcej niż są warte.
Od przyszłego roku pracodawcy będą zmuszeni płacić wyższe koszty niewykwalifikowanej pracy, bo aż 1430 zł miesięcznie na jednego zatrudnionego. Efektem tego państwowego przymusu będzie wyrzucenie z oficjalnego rynku pracy niewykwalifikowanych, niedoświadczonych i przeważnie młodych pracowników. Najczęściej zwolnienia będą miały miejsce w firmach działających w małych miastach i na wsiach, oraz w branżach tradycyjnie zatrudniających nisko wykwalifikowanych pracowników. Tam gdzie zwolnienie minimalnie opłacanego nie będzie możliwe, to wzrost kosztów jego pracy zostanie zrekompensowany podwyższeniem cen usług bądź towaru. To z kolei może wywołać inflację czyli spadek wartości pieniądza.
Wszelkiej maści socjaliści, działacze związkowi i ogólnie ludzie niezbyt mądrzy rozpowszechniają pogląd, że wysokość płacy zależy od widzimisia pazernego kapitalisty. W związku z tym uważają oni, że wysokość zarobków zależy od decyzji rządu, który zmusi „krwiopijców” do większych wypłat pensji. Niestety ten prymitywny pogląd jest bardzo popularny, choć zupełnie sprzeczny z wiedzą naukową i ze zdrowym rozsądkiem. W rzeczywistości podnoszenie płac w gospodarce jest możliwe wtedy, gdy przyrasta kapitał i zwiększa się wydajność pracy. Oczywiście w czasie dużego bezrobocia firmy otrzymują możliwość narzucania pracownikom warunków pracy i płacy. A ponieważ bezrobocie jest wynikiem ingerencji rządu w gospodarkę, jest skutkiem wysokich podatków, to za słabą pozycję pracobiorców na rynku pracy odpowiada wyłącznie państwo. I żadne ustawowe płace minimalne nie są wstanie zmniejszyć tej odpowiedzialności ani ukryć winy rządzących.
Laureat nagrody Nobla prof. Milton Friedman bardzo dosadnie stwierdził, że płaca minimalna jest faktycznie narzędziem dyskryminującym ludzi o niskich kwalifikacjach. Amerykanie nawet obliczyli, że w ich gospodarce podniesienie tej płacy o 10% wywołuje zmniejszenie zatrudnienia o 3-4%. W Hongkongu i Szwajcarii nie ma przymusowej płacy minimalnej i dlatego bezrobocie jest tam na niskim poziomie. W Polsce jest dwucyfrowe, bo władza utrąciła wolny rynek i wszystkim chce dyrygować. A skutki tego są opłakane.
Rafał Zapadka
|
Reforma finansów a samorządy Jak wiadomo projekt przewiduje przekazanie wszystkich środków z PIT i CIT samorządom. Z tego co mi wiadomo to gminy mają dostać 60% wpływów, a województwo 40%. Powiaty mają być zlikwidowane. Warto się zastanowić jakie konsekwencje przyniesie to dla budżetu Ostrowa. Dokonałem drobnych obliczeń bazując na zakładanych wpływach z podatku PIT i CIT na rok 2000. I tak 27,6% wpływów z PIT miało dać około 19,8 mln złotych, natomiast 5% wpływów z CIT miało dać 1,05 mln złotych. Subwencja wynosić miała 21,3 miliona złotych natomiast dotacja do zadań własnych i wykonywanych przez adm rządową miała wynieść około 6 milionów złotych. W sumie daje to dochody w wysokości 48,15 miliona złotych. Według nowych zasad biorąc pod uwagę te same dane wynikałoby, że wpływy z PIT - 40,6 mln, CIT - 12,6 mln złotych. W sumie 53,2 miliona złotych. Czyli na plusie ponad 5 milionów złotych, jeżeli założyć że cała subwencja zostanie zlikwidowana włącznie z rekompensatą z tytułu utraconych dochodów z podatku transportowego. A nie tylko subwencja oświatowa wynosząca na rok 2000 18,5 miliona złotych. Z tego co wiem to wynagrodzenia oświaty przejdą w gestię gmin podobnie jak osłony socjalne i opieka społeczna. Jest to na pewno ważny moment dla samorządności w Polsce, niestety taki ruch przynajmniej w tym momencie odkłada w czasie możliwość obniżki podatków dochodowych. Ja jestem jednak zdania, że samorządowcy okażą się zdolniejszymi matematykami niż ci rządowi i dojdą do wniosku, że obniżenie stawek podatkowych może zwiększyć wpływy z tych podatków. Następna sprawa to likwidacja powiatów, których obecne istnienie z takim poziomem dochodów własnych mija się z celem. Moim zdaniem powiaty mogą zostać pod warunkiem, że uzyskają część z podatków mających być przekazanych do województwa. Wydaje mi się że 40% to zbyt wiele, tym bardziej że duża część tych środków byłaby inwestowana gdzie indziej a nie w Ostrowie. Wychodząc z założenia że bliższa koszula ciału uważam, że powiaty mogą zostać. Reforma ta może spowodować, wiele korzystnych zjawisk, między innymi to ze wiele firm będzie lokowało zarządy firm w mniejszych miastach a nie tylko w Warszawie czy Poznaniu albo Wrocławiu. Pozwoli to stworzyć w terenie bardzo wiele ciekawych miejsc pracy a co za tym idzie w dłuższej perspektywie czasu rozwój równomierny całego kraju. O tym, że w tym momencie zarządy większości spółek znajdują się w wielkich aglomeracjach świadczy przeliczenie wpływów z CIT na głowę mieszkańca. I tak np gmina Warszawa Wilanów to 1522 zł na osobę, Poznań to 504 zł na osobę a np Ostrów to około 170 zł na osobę. Przy czym to ostatnie obliczenie jest na podstawie ww danych więc jest w przybliżeniu. Następnym ważnym elementem, tego posunięcia jest to że gminie będzie się opłacało żeby jak najwięcej osób pracowało na jej terenie i aby jak najmniej otrzymywało pomoc społeczną. Więc potrzeba będzie dobrego menedżera a nie gospodarza, który dbał będzie o inwestorów a nie ich straszył to pod rozwagę do pana prezydenta Ostrowa.
|
Mam problemowa sytuacje z VAT nr P-2-443/15/05 Jakie są zasady utraty zwolnienia podmiotowego Z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej w roku podatkowym 2004 osiągnąłem obrót w wysokości 44 647,04 zł. Kwota ta, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów w sprawie wysokości obrotu na rok podatkowy 2004, czyli 10 000 euro, co stanowiło kwotę 45 700 zł zwalniającą podatnika z VAT, zwalniała mnie z tego podatku. W styczniu 2005 r. urząd poinformował podatników o wysokości obrotu zwalniającego z podatku na rok bieżący (43 800 zł.). Jednocześnie zobowiązał podatników, którzy przekroczyli tę kwotę w 2004 r., do odprowadzania VAT od 1 stycznia 2005 r. Proszę o wyjaśnienie, na jakiej podstawie prawnej zwalnia się podatników od VAT?
1 stycznia 2005 r. utracił Pan prawo do zwolnienia podmiotowego z podatku VAT. Zwalnia się bowiem od podatku podatników, u których wartość sprzedaży opodatkowanej nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 10000 euro. Do wartości sprzedaży nie wlicza się kwoty podatku.
Pogląd wyrażony przez organ podatkowy jest zasadny. Jeżeli podatnik przekroczył w 2004 r. kwotę limitu zwolnienia przewidzianego na 2005 r., staje się podatnikiem VAT z dniem 1 stycznia 2005 r. Ze zwolnienia podmiotowego korzystają podatnicy, u których wartość sprzedaży opodatkowanej nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 10 000 euro. Rozporządzenie Ministra Finansów wprowadza na 2005 r. limit zwolnienia w wysokości 43 800 zł.
Na podstawie delegacji ustawowej zawartej w art. 113 ust. 14 ustawy o VAT kwota ta jest określana w wyniku rozporządzenia w terminie do 31 grudnia poprzedzającego rok podatkowy, kwotę o której mowa w ust. 1, obliczoną według średniego kursu euro ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski na pierwszy dzień roboczy października poprzedniego roku podatkowego, w zaokrągleniu do 100 zł. Na rok 2005 wartość sprzedaży opodatkowanej uprawniającej do zwolnienia od podatku od towarów i usług odpowiadającej równowartości 10 000 euro wynosi 43 800 zł. Kwota określona w powołanej wyżej ustawie, jak i rozporządzeniu odnosi się do wysokości obrotu poprzedniego roku podatkowego i stanowi czy podatnik utracił zwolnienie podmiotowe od podatku VAT od 1 stycznia roku następnego. W myśl art. 113 ust. 2 ww. ustawy o VAT do wartości sprzedaży, o której mowa w ust. 1, nie wlicza się odpłatnej dostawy towarów oraz odpłatnego świadczenia usług zwolnionych od podatku, a także towarów, które na podstawie przepisów o podatku dochodowym są zaliczane przez podatnika do środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych podlegających amortyzacji. Na postawie art. 168 ust. 3 ustawy o podatku od towarów i usług do obliczenia wartości sprzedaży opodatkowanej, o której mowa w art. 113 za okres od 1 stycznia do 30 kwietnia 2004 r. przyjmuje się wartość sprzedaży towarów w rozumieniu art. 14 ust. 1 ustawy wymienionej w art. 175. Podatnik osiągający w 2004 r. obrót wyższy niż 43 800 zł a niższy niż 45 700 zł (kwota uprawniająca do zwolnienia na rok 2004), zachowuje prawo do zwolnienia z VAT w roku 2004, natomiast staje się podatnikiem VAT od 1 stycznia 2005 r. Trzeci Urząd Skarbowy w Lublinie Czy to jest tylko nadinterpretacja US. Jezeli nie to czy mozna w jakis sposob z tego wybrnac.
|
mariusz.stanczyk napisał:
> Co powinien zrobic ławnik-emeryt, za którego Sąd nie odprowadził zaliczek na > podatek dochodowy od ? Złożyć PIT i sam odprowadzić podatek, czy nie sladać > PIT gdyż za odprowadzenie zaliczek odpowiada płatnik?
Wypłacane na podstawie art. 172 § 3 i § 4 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. nr 98, poz. 1070) ławnikom rekompensaty jako wynagrodzenie za czas wykonywania czynności w sądzie stanowią przychody z działalności wykonywanej osobiście, o których mowa w art. 13 pkt 5 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176, ze zm.).Zgodnie z treścią tego przepisu za przychody z działalności wykonywanej osobiście, o której mowa w art. 10 ust. 1 pkt 2, uważa się przychody otrzymywane przez osoby wykonujące czynności związane z pełnieniem obowiązków społecznych lub obywatelskich, bez względu na sposób powoływania tych osób, nie wyłączając odszkodowania za utracony zarobek, z wyjątkiem przychodów o których mowa w pkt 7. Sąd wypłacając należności z tytułu działalności określonej w art. 13 pkt 5 ustawy jest zobowiązany na podstawie art. 41 ust. 1 ustawy - jako płatnik pobierać zaliczki na podatek dochodowy w wysokości 19% należności pomniejszonej o koszty uzyskania przychodów w wysokości określonej w art. 22 ust. 9 oraz pomniejszonej o składki potrącone przez płatnika w danym miesiącu na ubezpieczenie emerytalne i rentowe oraz ubezpieczenie chorobowe, o których mowa w art. 26 ust. 1 pkt 2 lit. b). Obliczone zaliczki stosownie do art. 41 ust. 1a ustawy, należy zmniejszyć z zastrzeżeniem art. 27b ust. 1 pkt 2 i ust. 2, o kwotę składki na ubezpieczenie zdrowotne (...).
Kwoty pobranych zaliczek na podatek dochodowy płatnik obowiązany jest na podstawie art. 42 ust. 1 ustawy przekazać w terminie do dnia 20 miesiąca następującego po miesiącu, w którym pobrano zaliczki na rachunek urzędu skarbowego, którym kieruje naczelnik urzędu skarbowego właściwy według siedziby płatnika, przesyłając równocześnie deklarację według ustalonego wzoru (PIT-4). W terminie do końca lutego roku następującego po roku podatkowym, zgodnie z art. 42 ust. 2 pkt 1 ustawy - płatnik jest obowiązany przesłać podatnikom oraz urzędom skarbowym, którymi kierują naczelnicy urzędów skarbowych właściwi według miejsca zamieszkania podatnika imienne informacje o wysokości dochodu, sporządzone według ustalonego wzoru (PIT-11/8B). Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 17 ww. ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wolne od podatku dochodowego są diety oraz kwoty stanowiące zwrot kosztów, otrzymywane przez osoby wykonujące czynności związane z pełnieniem obowiązków społecznych i obywatelskich do wysokości nieprzekraczającej miesięcznie kwoty 2.280 zł. Jak wynika z treści tego przepisu wolne od podatku dochodowego do wysokości 2.280 zł miesięcznie są wypłacane ławnikom tylko diety oraz kwoty stanowiące zwrot kosztów. Natomiast wypłacane na podstawie art. 172 § 3 i § 4 ww. ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych ławnikom rekompensaty stanowiące wynagrodzenie za czas wykonywania czynności w sądzie nie są objęte zwolnieniem od podatku dochodowego od osób fizycznych." (pismo Izby Skarbowej Rzeszowie Ośrodek Zamiejscowy w Krośnie z dnia 17.11.2004 r., nr IS.IX/2-423/33/04, zamieszczone na stronie internetowej Ministerstwa Finansów)
|
Zakonnice dostały ziemię dzięki sfałszowanej op... "Agenci CBA zatrzymali we wtorek rzeczoznawcę, który aż o 33 mln zł zaniżył wartość gruntów, które komisja majątkowa MSWiA przekazała Towarzystwu Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta jako rekompensatę za mienie utracone w czasach PRL-u. "
Problem jest NIE z rzeczoznawcą a z tymi którzy administruja projekty!
Nigdy nie używa się opinii JEDNEGO rzeczoznawcy!
Rzeczoznawca musi być niezależny, a kontrakt powinien wymagać nie mniej niż trzy wyceny.
Wartość gruntów zależy od ich zagospodarowania, dla każdego typu zagospodarowania wartość gruntu będzie różna!
Ani Gliwicka prokuratura, ani Michał Szułczyński nie jest rzeczoznawcą!
Rzeczoznawca wycenił grunty zgodnie z planem zagospodarowania ich przez zakonnice na 2,1 zł za metr kwadratowy co jest wartośćią dużo zawyżoną, ponieważ te grunty mogły by być wycenione na 60 groszy za metr kwadratowy.
Jeżeli grunty nie sa uzbrojone to te grunty sa warte tylko 7 groszy za metr kwadratowy, a jeżeli ma na nich stanie 300 piętrowy wierzowiec to te grunty powinny być wycenione na 500 zł za metr kwadratowy!
Natomiast używając metor ROI (Return On Investment) z czteroletnią amortyzacją te grunty sa warte czteroletni dochód minus wartość inwestycji!
Natomiast używając metor ROI (Return On Investment) z osmioletnią amortyzacją te grunty sa warte osmioletni dochód minus wartość inwestycji! Jerzeli rzeczoznawca wycenił wartość tych gruntów na 7 mln zł, to ich ich faktyczna wartość jest 7 mln zł, a nie jak żałosnie twierdzą prokuratorzy "co najmniej 40 mln zł" ...
Karol Sz. niema żadnego obowiązku aby rozmawiać z kretynami z "Gazety".
"Zdaniem Krzysztofa Lewandowskiego, wiceprezydenta Zabrza obecny sposób przekazywania należących do Skarbu Państwa gruntów stanowi okazję do różnych nadużyć. - I ta sprawa jest na to przykładem, bo ktoś zrobił na tym złoty interes. Na zasadzie pierwokupu chcieliśmy nabyć działkę w Rokitnicy, ale okazało się, że za naszymi plecami została przekazana Towarzystwu - mówi Lewandowski."
Lewandowski chciał kupić te grunty, a ponieważ nie udało sie jemu, to teraz stara się zrewanżować świadomie i celowo zawyżając ich wartość.
Stara doktryna psa ogrodnka .....
Gliwicka prokuratura, powinna prowadzić śledztwo w sprawie kościelnych gruntów przeciwko Krzysztofowi Lewandowskiemu o świadome zawyżanie ceny gruntów.
A jeżeli te grunty sa tyle warte to powinni wystawić je na "zamkniętą" aukcję gdzie potencjalni inwestorzy w zaklejonych kopertach podaja wartość tej ziemi według oceny zgodnej z ich planem inwestycyjnym. Dopiero wówczas się przekonamy ile i kto za nią chce zapłacić!
Karol Sz. jest rzeczoznawcą reprezentujacym Towarzystwo Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta, a nie rzeczoznawcą komisji majątkowej MSWiA, i ma prawo wyceniać grunty zgodnie z interesami
Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta, a nie komisji majątkowej MSWiA!
Komisja majątkowa MSWiA powinna mieć swoich rzeczoznawców, a nie polegać na opinii rzeczoznawcy Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych !
Jeżeli Komisja majątkowa MSWiA otrzymała by wyceny od 20 rzeczoznawców, po odrzuceniu najwyższej i najniższej wyceny mozna obliczyć średnią wartość parceli na podstawie pozostałych wycen!
|
Dziś szpitale rozmowy ostatniej szansy Lekarze rezydenci, najmłodsza i najbiedniejsza lekarska grupa, zaczyna walczyć o swoje. Dzisiaj przedstawi minister zdrowia listę oczekiwań. Chodzi m.in. o podniesienie ich pensji do poziomu dwóch średnich krajowych (około 5,4 tys. brutto). Ale też o coś więcej. Jeśli państwo nie zadba o tych młodych ludzi, być może utracimy nie tylko lekarzy niezbędnych w systemie zdrowia, ale również ważną część polskiej inteligencji.
Wątpliwości co do powagi sytuacji nie mają największe autorytety. Prof. Andrzej Zoll mówi ostro: "Lekarze rezydenci to młodzi ludzi po ciężkich 6-letnich studiach. Tymczasem dostają głodowe pensje. Jest zwyczajnie nieprzyzwoite, by lekarz w państwie europejskim zarabiał 300 euro. To może być stawka zasiłku, ale nie pensja kształcących się specjalistów".
W słowach nie przebiera również prof. Jerzy Szaflik z Akademii Medycznej w Warszawie: "Lekarze rezydenci zarabiają tak mało, że problemem dla nich jest realizacja podstawowych potrzeb życiowych. Najczęściej pozostają na utrzymaniu swoich bliskich: żon, teściów czy rodziców".
Prostest lekarzy rezydentów zorganizowany przez OZZL jest ich pierwszą samodzielną akcją. Dotąd niemal nikt się z nimi nie liczył. Tymczasem to grupa młodych lekarzy najbardziej poszkodowana przez rodzimy system opieki zdrowotnej. Po ukończeniu sześcioletnich studiów nie mogą samodzielnie wykonywać zawodu. Najpierw muszą skończyć roczny staż, potem zdać Lekarski Egzamin Państwowy, a następnie walczyć o specjalizację, która trwa 5-6 lat. W tym czasie wysokość ich zarobków narzuca minister zdrowia. Do stycznia zarabiali około 1200 zł netto miesięcznie. Dorobić mogli wyłącznie, biorąc dodatkowe dyżury, często wielogodzinne, nawet po kilka dni non stop.
"Praca jest jak w kamieniołomach. Dochodzę do 290 godzin pracy w miesiącu" - mówi Tomasz Wojtyła, który robi specjalizację z interny w szpitalu św. Wojciecha na Gdańskiej Zaspie. "Ostatni dyżur zacząłem 30 grudnia, a skończyłem 1 stycznia" - opowiada. Joanna Jankowska-Folusiak, która robi specjalizację z pediatrii w szpitalu wojewódzkim w Słupsku, pracuje 70 godzin tygodniowo. Jej podstawowa pensja to 1100 zł na rękę. Drugie tyle dostaje za dyżury. A Anna Bielec z wielkiego warszawskiego szpitala przy ul. Banacha mówi cierpko: "Często mam do wyboru: albo nie jeść, albo prosto ze szpitala jechać do kolejnej pracy".
Z nowym rokiem pojawił się następny kłopot: nowa ustawa ograniczająca czas pracy do 48 godzin tygodniowo zmienia sposób rozliczania nadgodzin. W efekcie dochody młodych lekarzy mogą spaść jeszcze o kilkanaście procent. Nawet styczniowa 30-proc. podwyżka, która objęła wszystkich lekarzy, nie rozwiązuje problemu.
Nic dziwnego, że coraz większa grupa lekarzy rezydentów zastanawia się nad emigracją. Wyniki ostatniego raportu stowarzyszenia Hipokrates są alarmujące. Aż 80 proc. studentów medycyny chce wyjechać za granicę! Taką decyzję już podjął Bartosz Górecki, który za trzy dni wylatuje do Liverpoolu. Podpisał kontrakt z tamtejszym szpitalem na kontynuowanie specjalizacji z interny. "Za dwa tygodnie pracy dostanę 2 tys. funtów, czyli 11 tys. zł" - oblicza. Pokusa wyjazdu jest wielka, bo w Niemczech młody lekarz bez specjalizacji może zarobić ok. 9 tys. zł, w Danii nawet 13 tys. zł brutto, a w Czechach - 4,5 tys. zł.
Jeśli rząd nie zareaguje na postulaty rezydentów, ryzyko jest wielkie: po pierwsze za kilka lat w Polsce może zabraknąć lekarzy specjalistów, nikt nie wypełni pokoleniowej luki. Już teraz na Mazowszu 60 proc. ginekologów, 57 proc. chirurgów, 56 proc. pediatrów i ponad połowa internistów ukończyła 50 lat. Ale poważniejsze jest inne zagrożenie: zapaści cywilizacyjnej. Prof. Cezary Szczylik, sława rodzimej onkologii, mówi: "Bez młodych zdolnych, dobrze wykształconych lekarzy regres grozi całej naszej nauce. Powiem mocno: w jakimś sensie wrócimy do średniowiecza".
|
Rezydenci dziękują za "podwyżki" Lekarze rezydenci, najmłodsza i najbiedniejsza lekarska grupa, zaczyna walczyć o swoje. Dzisiaj przedstawi minister zdrowia listę oczekiwań. Chodzi m.in. o podniesienie ich pensji do poziomu dwóch średnich krajowych (około 5,4 tys. brutto). Ale też o coś więcej. Jeśli państwo nie zadba o tych młodych ludzi, być może utracimy nie tylko lekarzy niezbędnych w systemie zdrowia, ale również ważną część polskiej inteligencji.
Wątpliwości co do powagi sytuacji nie mają największe autorytety. Prof. Andrzej Zoll mówi ostro: "Lekarze rezydenci to młodzi ludzi po ciężkich 6-letnich studiach. Tymczasem dostają głodowe pensje. Jest zwyczajnie nieprzyzwoite, by lekarz w państwie europejskim zarabiał 300 euro. To może być stawka zasiłku, ale nie pensja kształcących się specjalistów".
W słowach nie przebiera również prof. Jerzy Szaflik z Akademii Medycznej w Warszawie: "Lekarze rezydenci zarabiają tak mało, że problemem dla nich jest realizacja podstawowych potrzeb życiowych. Najczęściej pozostają na utrzymaniu swoich bliskich: żon, teściów czy rodziców".
Prostest lekarzy rezydentów zorganizowany przez OZZL jest ich pierwszą samodzielną akcją. Dotąd niemal nikt się z nimi nie liczył. Tymczasem to grupa młodych lekarzy najbardziej poszkodowana przez rodzimy system opieki zdrowotnej. Po ukończeniu sześcioletnich studiów nie mogą samodzielnie wykonywać zawodu. Najpierw muszą skończyć roczny staż, potem zdać Lekarski Egzamin Państwowy, a następnie walczyć o specjalizację, która trwa 5-6 lat. W tym czasie wysokość ich zarobków narzuca minister zdrowia. Do stycznia zarabiali około 1200 zł netto miesięcznie. Dorobić mogli wyłącznie, biorąc dodatkowe dyżury, często wielogodzinne, nawet po kilka dni non stop.
"Praca jest jak w kamieniołomach. Dochodzę do 290 godzin pracy w miesiącu" - mówi Tomasz Wojtyła, który robi specjalizację z interny w szpitalu św. Wojciecha na Gdańskiej Zaspie. "Ostatni dyżur zacząłem 30 grudnia, a skończyłem 1 stycznia" - opowiada. Joanna Jankowska-Folusiak, która robi specjalizację z pediatrii w szpitalu wojewódzkim w Słupsku, pracuje 70 godzin tygodniowo. Jej podstawowa pensja to 1100 zł na rękę. Drugie tyle dostaje za dyżury. A Anna Bielec z wielkiego warszawskiego szpitala przy ul. Banacha mówi cierpko: "Często mam do wyboru: albo nie jeść, albo prosto ze szpitala jechać do kolejnej pracy".
Z nowym rokiem pojawił się następny kłopot: nowa ustawa ograniczająca czas pracy do 48 godzin tygodniowo zmienia sposób rozliczania nadgodzin. W efekcie dochody młodych lekarzy mogą spaść jeszcze o kilkanaście procent. Nawet styczniowa 30-proc. podwyżka, która objęła wszystkich lekarzy, nie rozwiązuje problemu.
Nic dziwnego, że coraz większa grupa lekarzy rezydentów zastanawia się nad emigracją. Wyniki ostatniego raportu stowarzyszenia Hipokrates są alarmujące. Aż 80 proc. studentów medycyny chce wyjechać za granicę! Taką decyzję już podjął Bartosz Górecki, który za trzy dni wylatuje do Liverpoolu. Podpisał kontrakt z tamtejszym szpitalem na kontynuowanie specjalizacji z interny. "Za dwa tygodnie pracy dostanę 2 tys. funtów, czyli 11 tys. zł" - oblicza. Pokusa wyjazdu jest wielka, bo w Niemczech młody lekarz bez specjalizacji może zarobić ok. 9 tys. zł, w Danii nawet 13 tys. zł brutto, a w Czechach - 4,5 tys. zł.
Jeśli rząd nie zareaguje na postulaty rezydentów, ryzyko jest wielkie: po pierwsze za kilka lat w Polsce może zabraknąć lekarzy specjalistów, nikt nie wypełni pokoleniowej luki. Już teraz na Mazowszu 60 proc. ginekologów, 57 proc. chirurgów, 56 proc. pediatrów i ponad połowa internistów ukończyła 50 lat. Ale poważniejsze jest inne zagrożenie: zapaści cywilizacyjnej. Prof. Cezary Szczylik, sława rodzimej onkologii, mówi: "Bez młodych zdolnych, dobrze wykształconych lekarzy regres grozi całej naszej nauce. Powiem mocno: w jakimś sensie wrócimy do średniowiecza".
|
Jakie były koszty sowieckiego "wyzwolenia" Jakie były koszty sowieckiego "wyzwolenia"
Łotysze liczą straty. 10 milionów osobolat kosztowała Łotwę sowiecka okupacja - uznała specjalna komisja
Skomplikowanego wyliczenia dokonali demografowie. 10 milionów osobolat to - jak wyjaśnił przewodniczący komisji państwowej ds. oceny następstw totalitarnego reżimu Edmunds Stankevics - dochód narodowy, jaki milion ludzi może wypracować przez dziesięć lat. Łotwa ma 2,3 miliona mieszkańców, a PKB na głowę Wynosi 6770 dol. (dane z 2005 r.)Dla porównania, następstwa katastrofy w Czarnobylu dla Łotwy to 29 tysięcy osobolat, a następstwa wojny w Afganistanie - 5,2 tysiąca. Tylko deportacja mieszkańców Łotwy w latach 40. ubiegłego wieku kosztowała ten kraj 742 tysiące osobolat.
- Nasza komisja zajmuje się rozmaitymi aspektami strat, jakie Łotwa poniosła w wyniku okupacji sowieckiej. Część badań na temat utraconych osobolat została ujawniona ostatnio - powiedział "Rz" historyk prof. Heinrichs Strods. - Zostały już wydane dwa tomy dotyczące strat ludnościowych poniesionych podczas tzw. Mieroprijatija Priboj (Przedsięwzięcie Przybój), czyli wysiedleń przeprowadzonych w 1949 roku. A to dopiero początek prac.
Łotysze chcą bardzo dokładnie udokumentować swoje straty. Podczas pierwszej (1940 - 1941) i drugiej (zaczęła się w 1944 r.) fali deportacji wywieziono z Łotwy w głąb ZSRR 200 tys. ludzi, czyli około 10 proc. ludności. Byli to niemal wyłącznie Łotysze. Ale trwają też starania, by zbadać straty finansowe.
- W ramach komisji pracuje zespół ekologów. Bada zniszczenia, jakie pozostawiły po sobie wojska sowieckie. To przede wszystkim dramatycznie wręcz zanieczyszczona ziemia wiele metrów w głąb w dawnych bazach i lotniskach wojskowych - mówi prof. Strods.
Łotewska komisja powinna zakończyć prace do 2010 r., przy czym szczególnie trudne jest dotarcie do archiwów rosyjskich. Co się stanie z zebranymi materiałami? Czy Ryga będzie się domagać odszkodowania od Moskwy? - To będzie decyzja rządu. My pracujemy przede wszystkim dla naszego społeczeństwa, by lepiej poznać naszą historię. Innym naszym celem jest to, by wszyscy odwiedzający nasz kraj wiedzieli o tej okupacji - mówił w wywiadzie radiowym Edmunds Stankevics. Była prezydent Vaira Vike-Freiberga kilkakrotnie powtarzała, że domaganie się odszkodowań od Rosjan jest nierealistyczne.
O odszkodowaniu myślą natomiast Litwini. Według wstępnych obliczeń straty z powodu okupacji sowieckiej sięgają w tym kraju 20 miliardów dolarów. W 2007 r. w litewskim Sejmie debatowano nad przyjęciem rezolucji wzywającej rząd do wysunięcia żądań pod adresem Rosji - ale ostatecznie do tego nie doszło. Mimo to w styczniu 2008 r. prezydent Valdas Adamkus mówił już o 28 miliardach dolarów. Głosy w sprawie odszkodowania słychać też w Estonii.
|
Autostrada A2 i dylemat ministra - taniej czy s.. Fundamentalny problem z naszym systemem budowy autostrad to jest niestety wpuszczenie kapitału prywatnego do finansowania ich budowy. Autostrady nie są po prostu takim sobie produktem czy usługą jak każda inna. Są wyznaczone korytarze i wiadomo, że jak powstaną w nich w końcu autostrady to będą jedyną alternatywą dla szybkiego przemieszczania się. To jest krwioobieg komunikacyjny państwa. Partnerstwo publiczno-prywatne akurat do takich inwestycji nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przecież to nie jest sala widowiskowa czy jakiś inny budeynek. Tutaj nie ma alternatywy, będzie jedna autostrada wschód-zachód i jeśli ktoś bedzie chciał na tym kierunku w cywilizowany sposób podróżować to będzie zmuszony do jej wyboru. W latach 90-tych postanowiono dopuścić kapitał prywatny (m.in. Kulczyka) ponieważ nie było w budżecie i tak pieniędzy na drogi, więc pomyślano sobie; skoro i tak rząd (w dającej się przewidzieć perspektywie) nie zbuduje sensownej ilości autostrad to niech prywatny biznes za to się weźmie. Niby wszystko wydawało się okej ale jest jeden gigantyczny szkopuł. Bizens prywatny chce na tym (jak i na każdym projekcie) zarabiać. I generalnie to dobrze, bo biznes ma przynosić zysk. Tylko autostrady nie są do końca takim zwykłym projektem biznesowym. Ich istnienie ma wspierać rozwój państwa, mają być możliwie dostępne finansowo (jesli są płatne). We Francji, gdzie też są płatne, istnieje sieć dobrych dróg dwupasmowych, a nawet te jednopasmowe są w bardzo dobrym-bezpiecznym standardzie. U nas taki Kulczyk bedzie miał monopol na autostradowy transport na kluczowym odcinku od granicy z Niemcami do Konina przez 30 lat!!!! Jak wiecie tak sobie skalkulował koszty, że nasz budżet przez wiele lat będzie mu dopłacał za przejazdy ciężarówek setki milionów złotych. To jest bardzo bezpieczny i super dochodowy biznes. Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedy rząd PISu rozważał odebranie koncesji spółce, która miała budować część A1, to ta firma groziła procesem o utracone zyski. Przecież nie trzeba być Einsteinem aby widzieć, że koncesja na autostrady to prezent na 30 letni monopol transportowy. Licencja na "bezkarne drenowanie budżetu". Umowy są niestety tak niekorzystne dla budżetu, że w momencie kiedy na danym odcinku nie ma minimalnego ruchu (gwarantującego rentowność) musi on dopłacać firmie posiadającej koncesję. I to oprócz milionów, które płyną i tak (swoim strumieniem) za ciężarówki (z winiet). Ktoś kiedyś obliczył, że o wiele tańszym rozwiązaniem byłoby jednak zerwanie wszelkich umów koncesyjnych i zapłata odszkodowań. Teraz jesteśmy w Unii i mimo wszystko stać już nas na budowę autostrad z środków budżetowych i unijnych. Nie wiem dlaczego kolejne odcinki są jednak budowane w systemie koncesyjnym? Jest to fałszywa oszczędność. Okej, teraz budżet nie musi płacić za budowę (koncesjonariusz sam organizuje finansowanie - ale budżet i tak gwrantuje wszystko) ale w perspektywie 30 lat ciągłych dopłat z budzetu dla koncesjonariusza oraz dużo większych opłat za przejazy, które musimy uiszczać my wszyscy (śrenio sa one 2 razy wyższe niż na autostradach wybudowanych przez państwo, ponieważ zawierają ZYSK dla koncesjonariusza) będziemy mieć najdroższe autostardy we wszechświecie. Zapłacimy poprzez budzet i bezpośrednio z kieszeni za przejazdy wprost kosmiczne pieniądze. To jest moim zdaniem gigantyczna pomyłka (może celowy przekręt - przecież ten system wymyślili czerwoni w latach 90-tych?), w który niestety dalej brniemy. Nie mam pojęcia, gdzie w tym całym systemie jest "Partnerstwo Publiczno-Prywatne" skoro umowy tylko zabezpieczają dochody koncesjonariusza? A gdzie gwarancje, że budżet (my wszyscy - obywatele) nie zapłacimy za cały ten więcej niż potrzeba? Jeśli już jednak brniemy w ten chory układ to może trzeba byłoby ograniczyć zyski koncesjonariuszy? Mówiąc im wprost: wchodzicie w bardzo bezpieczny, gwarantowany przez budżet biznes, macie monopol na bardzo podstawowe usługi. W związku z tym rządamy (zapisy w umowach) pełnej transparentności finansowej oraz górnej granicy zysku (np. 15% rocznie) na całym projekcie? Jestem przekonany, że większość firm w ogóle nie startowałaby przy takich założeniach w przetargach na koncesje. Sorry, ale autostrady to nie ma być produkt luksusowy, gdzie marża może być dowolnie kalkulowana.
|
Sondaż: lekarz powinien zarabiać od 5 do 8 tys .. Lekarze rezydenci, najmłodsza i najbiedniejsza lekarska grupa, zaczyna walczyć o swoje. Dzisiaj przedstawi minister zdrowia listę oczekiwań. Chodzi m.in. o podniesienie ich pensji do poziomu dwóch średnich krajowych (około 5,4 tys. brutto). Ale też o coś więcej. Jeśli państwo nie zadba o tych młodych ludzi, być może utracimy nie tylko lekarzy niezbędnych w systemie zdrowia, ale również ważną część polskiej inteligencji.
Wątpliwości co do powagi sytuacji nie mają największe autorytety. Prof. Andrzej Zoll mówi ostro: "Lekarze rezydenci to młodzi ludzi po ciężkich 6-letnich studiach. Tymczasem dostają głodowe pensje. Jest zwyczajnie nieprzyzwoite, by lekarz w państwie europejskim zarabiał 300 euro. To może być stawka zasiłku, ale nie pensja kształcących się specjalistów".
W słowach nie przebiera również prof. Jerzy Szaflik z Akademii Medycznej w Warszawie: "Lekarze rezydenci zarabiają tak mało, że problemem dla nich jest realizacja podstawowych potrzeb życiowych. Najczęściej pozostają na utrzymaniu swoich bliskich: żon, teściów czy rodziców".
Prostest lekarzy rezydentów zorganizowany przez OZZL jest ich pierwszą samodzielną akcją. Dotąd niemal nikt się z nimi nie liczył. Tymczasem to grupa młodych lekarzy najbardziej poszkodowana przez rodzimy system opieki zdrowotnej. Po ukończeniu sześcioletnich studiów nie mogą samodzielnie wykonywać zawodu. Najpierw muszą skończyć roczny staż, potem zdać Lekarski Egzamin Państwowy, a następnie walczyć o specjalizację, która trwa 5-6 lat. W tym czasie wysokość ich zarobków narzuca minister zdrowia. Do stycznia zarabiali około 1200 zł netto miesięcznie. Dorobić mogli wyłącznie, biorąc dodatkowe dyżury, często wielogodzinne, nawet po kilka dni non stop.
"Praca jest jak w kamieniołomach. Dochodzę do 290 godzin pracy w miesiącu" - mówi Tomasz Wojtyła, który robi specjalizację z interny w szpitalu św. Wojciecha na Gdańskiej Zaspie. "Ostatni dyżur zacząłem 30 grudnia, a skończyłem 1 stycznia" - opowiada. Joanna Jankowska-Folusiak, która robi specjalizację z pediatrii w szpitalu wojewódzkim w Słupsku, pracuje 70 godzin tygodniowo. Jej podstawowa pensja to 1100 zł na rękę. Drugie tyle dostaje za dyżury. A Anna Bielec z wielkiego warszawskiego szpitala przy ul. Banacha mówi cierpko: "Często mam do wyboru: albo nie jeść, albo prosto ze szpitala jechać do kolejnej pracy".
Z nowym rokiem pojawił się następny kłopot: nowa ustawa ograniczająca czas pracy do 48 godzin tygodniowo zmienia sposób rozliczania nadgodzin. W efekcie dochody młodych lekarzy mogą spaść jeszcze o kilkanaście procent. Nawet styczniowa 30-proc. podwyżka, która objęła wszystkich lekarzy, nie rozwiązuje problemu.
Nic dziwnego, że coraz większa grupa lekarzy rezydentów zastanawia się nad emigracją. Wyniki ostatniego raportu stowarzyszenia Hipokrates są alarmujące. Aż 80 proc. studentów medycyny chce wyjechać za granicę! Taką decyzję już podjął Bartosz Górecki, który za trzy dni wylatuje do Liverpoolu. Podpisał kontrakt z tamtejszym szpitalem na kontynuowanie specjalizacji z interny. "Za dwa tygodnie pracy dostanę 2 tys. funtów, czyli 11 tys. zł" - oblicza. Pokusa wyjazdu jest wielka, bo w Niemczech młody lekarz bez specjalizacji może zarobić ok. 9 tys. zł, w Danii nawet 13 tys. zł brutto, a w Czechach - 4,5 tys. zł.
Jeśli rząd nie zareaguje na postulaty rezydentów, ryzyko jest wielkie: po pierwsze za kilka lat w Polsce może zabraknąć lekarzy specjalistów, nikt nie wypełni pokoleniowej luki. Już teraz na Mazowszu 60 proc. ginekologów, 57 proc. chirurgów, 56 proc. pediatrów i ponad połowa internistów ukończyła 50 lat. Ale poważniejsze jest inne zagrożenie: zapaści cywilizacyjnej. Prof. Cezary Szczylik, sława rodzimej onkologii, mówi: "Bez młodych zdolnych, dobrze wykształconych lekarzy regres grozi całej naszej nauce. Powiem mocno: w jakimś sensie wrócimy do średniowiecza".
|
e.lalka nic nie napisała. Droga gumowa_lalka! Z pewnoscia cos dla Ciebie. Tez tylko fragmenty. Upośledzenie umysłowe: przykre, lecz także kosztowne 12-05-2008 09:48 upośledzenie umysłowe · koszt Przeprowadzona niedawno w Stanach Zjednoczonych analiza ekonomiczna wykazała, że poważne upośledzenia umysłowe są chorobami niezwykle kosztownymi dla społeczeństwa. Roczne straty amerykańskiej gospodarki powodowane przez tę grupę chorób szacuje się na około 193 miliardy dolarów. Utracony potencjał, koszty związane z leczeniem współistniejących chorób, wypłaty z funduszu opieki społecznej, bezdomność i uczucie uwięzienia - to tylko niektóre z pośrednich kosztów związanych z upośledzeniami umysłowymi, które są trudne do oszacowania. Nasze badanie wykazało, że straty dla gospodarki generowane przez zaledwie jeden z tych czynników [mowa o utraconych zarobkach - red.] są porażająco wysokie - mówi dr Thomas R. Insel, dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego. Bezpośrednie koszty związane z upośledzeniami umysłowymi, jak np. koszt zakupionych leków, wizyt u lekarzy czy hospitalizacji są stosunkowo łatwe do obliczenia - wielokrotnie były już publikowane i uwzględniane w odpowiednich analizach. Niestety, jest to jedynie wierzchołek góry lodowej - straty te są jedynie niedużą częścią całkowitego obciążenia gospodarki związanego z istnieniem tych chorób. Badanie było możliwe dzięki opracowanej sześć lat temu ankiecie pt. National Comorbidity Survey (Narodowa ankieta o śmiertelności z powodu chorób towarzyszących). Zespół prowadzony przez dr. Ronalda C. Kesslera, pracującego na Uniwersytecie Harvarda, powrócił do tych danych i postanowił przeprowadzić czysto ekonomiczną analizę efektów rozpowszechnienia upośledzeń umysłowych. Analizowana ankieta obejmowała reprezentantywną grupę 4982 Amerykanów w wieku od 18 do 64 lat. Na podstawie analizy ankiet wyselekcjonowano osoby, u których stwierdzono poważne choroby umysłowe (SMI, od ang. Serious Mental Ilnesses). Jako kryterium stwierdzenia SMI uznano zaburzenia nastroju i stany niepokoju, które powodowały poważne upośledzenie funkcjonowania przez okres co najmniej trzydziestu dni poprzedzających dzień wypełnienia ankiety. Do grupy tej zaliczono także osoby, u których zaburzenia zachowania - niezależnie od nasilenia w dłuższym okresie - spowodowały wielokrotne akty przemocy lub podjęcie prób samobójczych. Osiemdziesiąt sześć procent spośród badanych osób zgodziło się na wyjawienie swoich dochodów z poprzedniego roku. Wyniosły one odpowiednio 22 545 dolarów dla osób obarczonych SMI, co daje wynik niższy aż o 42 procent w stosunku do zdrowej populacji. Stwierdzono także, że zarobki upośledzonych mężczyzn, choć zarabiali oni przeciętnie więcej od upośledzonych kobiet, pogarszały się z powodu SMI znacznie bardziej, niż w przypadku pań. Rezultaty analizy ekstrapolowano na całą populację w celu oszacowania konsekwencji chorób psychicznych dla gospodarki narodowej. Obliczono, że SMI kosztują społeczeństwo aż 193,2 miliarda dolarów w postaci samych tylko utraconych dochodów. Naukowcy oszacowali, że około 75% tej straty wynika z obniżenia zarobków osób pracujących, natomiast pozostała część związana jest z brakiem pracy, czyli zerowymi zarobkami. Wyniki badań potwierdzają powszechne przekonanie, że zaburzenia umysłowe mają ogromny wkład w stratę ludzkiej produktywności, ocenia dr Kessler. Analizowana przez na ankieta i tak jest dość ostrożna, gdyż nie objęła osób zamkniętych w szpitalach i więzieniach. Uwzględniono w niej także bardzo niewiele osób cierpiących na autyzm, schizofrenię oraz niektóre inne chroniczne schorzenia, które silnie pogarszają zdolność do pracy. Rzeczywiste koszty są prawdopodobnie wyższe, niż oszacowaliśmy. Naukowcy podsumowują swoje badania wnioskiem, iż ocena terapii SMI powinna uwzględniać także status zatrudnienia oraz zarobki w odległej perspektywie po zakończeniu leczenia. Zdaniem badaczy byłaby to skuteczna metoda pomiaru ludzkiej zdolności do funkcjonowania w społeczeństwie oraz produktywności. Ogromne koszty związane z upośledzeniami umysłowymi być może skłonią także osoby odpowiedzialne za tworzenie polityki zdrowotnej do zwiększenia nakładów na prewencję powstawania niektórych chorób psychicznych, spośród których wielu można zapobiegać. Szczegóły badań opublikowało czasopismo American Journal of Psychiatry. Autor: Wojciech Grzeszkowiak kopalniawiedzy.pl/uposledzenie-umyslowe-koszt-4817.html
|
Strach zajrzał w oczy Kaczyńskiemu i jego pomocnikom. Jest to nowy element. Co prawda wielu medialnych klakierów, w tym z TVN24, wieszczy zwycięstwo PiS, to każdy wie, jakie są nastroje społeczne. PiS może wygrać jedynie przy niskiej frekwencji wyborczej, stąd ich kampania, typowo populistyczna, wręcz prostacka, obliczona na to, aby zniechęcić myślących ludzi do pójścia do urn. Pomysłowością nie grzeszy też opozycja. Podpowiem zatem, że nie jest trudno wykazać, na czym polega "solidarne" państwo PiS. Pokażcie sytuację materialną 4-5 milionów emerytów i rencistów, których realne dochody spadły w ostatnich 2 latach. Pokażcie sytuację kilku milionów zatrudnionych w sferze budżetowej, gdzie realna wartość uposażeń także spadła. Wystarczy porozmawiać z ludżmi, aby wiedzieć, dlaczego. Znacznie bowiem wzrosły koszty utrzymania: ceny na podstawowe art.żywnościowe (chleb, mąka, masło, mleko), ceny energii elektrycznej, ceny wody, ceny ogrzewania mieszkań, benzyny. Mimo deklarowanej niskiej inflacji (ciągle poniżej 2%), realne koszty utrzymania wzrosły, jak oceniam, co najmniej 5-6% . Spadły bowiem ceny towarów i usług, których waga w koszyku wydatków tych grup jest relatywnie niska, np. ceny na internet, połączenia telefoniczne, kosmetyki itp).Jeśli doliczyć inflację, oraz wzrost składki zdrowotnej, nie odpisywanej od podatku, to wartość dochodów emerytów, rencistów i całej sfery budżetowej (nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, policjantów, strażaków, żołnierzy zawodowych, urzędników państwowych i samorządowych) spadła o ca 10% w ciągu ostatnich 2 lat. Grupy te w tym czasie nie otrzymały żadnej systemowej waloryzacji swoich świadczeń i wynagrodzeń. Pan premier chwali się wysokim wzrostem gospodarczym. To na tym polega jego "solidarne" państwo", aby zmniejszać realne dochody większości ludzi, utrzymujących sie z własnej pracy i ze świadczęń, a zwiększać dochody przedsiębiorców, rentierów i szarej strefy ? Dlaczego PO i LiD nie mówia o tej sprawie w swojej kampaniii i w spotach tv ? Czyżby nie zależałoby im na tych wielkich grupach wyborców, praktycznie pozostawionych samopas w 2001 r. po zdradzie ideałów lewicowych przez apparatczyków Millera z SLD ? Premier mówi też o spadającym bezrobociu. Pokażcie ten spadek na przykładzie bezrobotnej(ego), w wieku powyżej 50 lat. Jakie szanse mają ci ludzie na zatrudnienie, nawet jeśli posiadają nieraz wyższe wykształcenie? Dlaczego rząd nie przyjął żadnych rozwiązań, stawiających tamę powszechnej w Polsce dyskryminacji ze względu na wiek? Dlaczego nie wspiera z pieniędzy UE programów aktywizacji zawodowej tych grup bezrobotnych, a jedynie szerzy propagandę, że Polacy to lenie i chcą szybko iść na emeryturę? O czym może myśleć urzędnik, policjnt, wojskowy etc, w wieku po 50tce, kiedy wie, że każda zmiana polityczna w kraju prowadzi do prawdziwej dintojry i masowych zwolnień z powodów tzw politycznych? Piszę o tzw. powodach politycznych, bo w większości ludzie ci nie mieli nic wspólnego z polityka a ich grzechem było to, że zaczynali kariery przed 1989 rokiem. Policzcie i powiedzcie społeczeństwu, ilu ludzi w Polsce utraciło pracę w ostatnich dwu latach w wyniku masowych zwolnień w sferze budżetowej (administracji) po to, aby móc zatrudnić swoich z PiSu, LPRu i "Samoobrony". Udzielając bezpłatnie wskazówek opozycji, apeluję: weżcie się wreszcie do solidnej roboty w kampanii wyborczej, a jak tego nie potraficie robić, poddajcie sie do dymisji, aby dać szansę innym, wiedzącym co robić w odpowiedzi na szerzący sie populizm i demagogię.
|
Przekształcenie użytkowania wieczystego we własnoś Przekształcenie użytkowania wieczystego we własność będzie szybsze i niedrogie
Użytkownicy wieczyści będą mogli przekształcać prawo do swoich nieruchomości we własność na korzystniejszych niż dotychczas warunkach
Stanie się tak, jeśli Sejm uchwali nowelizację ustawy przekształceniowej z 29 lipca 2005 r. (DzU nr 175, poz 1459). Projekt przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Celem nowelizowanej obecnie ustawy było przyspieszenie procesu przekształceń. Nie spełniła ona jednak swego zadania. Przeszkodził temu szybki wzrost cen nieruchomości, który pociągnął za sobą zwyżkę opłat za przekształcenie.
Projektodawcy proponują teraz, aby na wniosek osoby ubiegającej się o przekształcenie opłaty te podlegały rozłożeniu na raty na czas nie krótszy niż 10 lat i nie dłuższy niż 20 lat.
Bonifikata obowiązkowa
Dla dwóch kategorii wnioskodawców nowela wprowadzałaby obowiązkowe bonifikaty. Przysługiwałyby one w wysokości 85 proc. osobom, których dochód miesięczny na jednego członka rodziny nie przekracza 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za ostatnie półrocze roku poprzedzającego rok złożenia wniosku.
Osobom fizycznym, które prawo wieczystego użytkowania uzyskały przed 5 grudnia 1990 r., oraz ich spadkobiercom przysługiwałaby bonifikata 50 proc. Data ta wiąże się z wejściem w życie znowelizowanej ustawy o gospodarce gruntami, która pozwoliła na sprzedaż gruntów Skarbu Państwa i gmin. Wcześniej, jak wskazywał Trybunał Konstytucyjny (sygn. K 8/98), osoby zamierzające taki grunt nabyć skazane były jedynie na użytkowanie wieczyste.
Prawo do opłaty obniżonej o 50 proc. mieliby także właściciele nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków.
Wprowadzenie do ustawy przekształceniowej bonifikat obligatoryjnych nie wykluczałoby stosowanych obecnie za zgodą wojewody, właściwej rady bądź sejmiku bonifikat fakultatywnych. W wypadku bonifikat obligatoryjnych zgoda ta nie byłaby wymagana, co znacznie przyspieszałoby postępowanie.
W razie zbiegu prawa do bonifikaty z różnych tytułów projektodawcy zakładają stosowanie najkorzystniejszej. Przyspieszeniu postępowania i obniżeniu jego kosztów miałoby też służyć przywrócenie obowiązującego do nowelizacji z 2005 r. przepisu, że podstawą obliczenia wysokości opłaty jest wycena nieruchomości, która była dokonana w okresie nie dłuższym niż dwa lata od złożenia wniosku o przekształcenie.
Własność za darmo
Prawo do nieodpłatnego przekształcenia miałyby osoby, którym oddano nieruchomość w użytkowanie wieczyste w zamian za wywłaszczenie, a także w zamian za pozbawienie tzw. gruntów warszawskich. Osoby te mogą domagać się prawa własności użytkowanych przez siebie nieruchomości niezależnie od ich przeznaczenia. Większość postanowień ustawy przekształceniowej dotyczy bowiem nieruchomości przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową. W tym wypadku przyznanie prawa własności stanowi rekompensatę za utracone wcześniej nieruchomości. Osoby te będą też zwolnione z opłaty od wniosku o wpis w księdze wieczystej prawa własności uzyskanego na podstawie przekształcenia.
Projekt trafił do konsultacji.
|
Koszt Przystapienia do UE - obliczeniaIle zapłacimy Unii? "Tej informacji, jak dotąd, nie podał żaden przedstawiciel polskiego rządu. Nie przytoczył podobnego szacunku żaden polski dziennikarz w żadnej polskiej gazecie. Można by odnieść wrażenie, że to jakieś tabu, tajemnica czy wręcz nieprzyzwoite słowo, którego się publicznie nie wymawia. A chodzi o rzecz, którą każdy Polak powinien wiedzieć od samego początku procesu negocjacji z Unią Europejską. Czyli: ile właściwie wyniesie nasz składka członkowska do unijnego budżetu? Policzmy 1. Polska składka pochodząca z opłat celnych. Sprawa ceł nie jest prosta do obliczenia. Po wejściu do Unii Europejskiej automatycznie przestaniemy clić towary przychodzące zza zachodniej i południowej granicy. Stawki celne, które będziemy pobierać w imieniu Unii, nieco spadną, ponieważ Unia generalnie stosuje mniejsze narzuty na towary z krajów trzecich (z wyjątkiem towarów rolnych). Bycie państwem granicznym nie oznacza też, że Polska będzie clić wszystkie towary przychodzące zza naszej wschodniej granicy, bo towar np. z Rosji oclić można w kraju docelowym. Suma pieniędzy wpływających do budżetu z ceł najprawdopodobniej mocno spadnie. Przykładowo Polska ma obecnie takie same dochody z ceł, co ponad dwa razy bogatsza Hiszpania. Z przedstawionych szacunków Parlamentu Europejskiego wynika, że nasze dochody z ceł mogą spaść nawet trzykrotnie - do około 320 milionów euro. Z tego pozostałoby dla polskiego budżetu ok. 80 milionów euro, zaś pozostałe 240 milionów stanowiłoby część polskiej składki z tytułu ceł. Jeśli chodzi o tak zwane opłaty cukrowe, to trudno jest nawet specjalistom określić dziś nasze zobowiązania. Przyjmując za podstawę składkę hiszpańską, zapłacimy ok. 10 milionów euro. 2. Składka z tytułu VAT-u. Na rok 2002 planowane jest ściągnięcie około 55 miliardów złotych z podatku VAT, z czego 0,5 procenta pójdzie na składkę. Daje to około 250 milionów złotych, czyli około 71,4 miliona euro. 3. Do tego 1,27 procent naszego produktu krajowego brutto, co daje około 2 miliardy euro, oraz opłata rezerwowa na specjalny fundusz rolniczy w wysokości ok. 20 milionów euro. 4. Prócz tego należy dodać opłatę wyrównującą - tak zwany rabat finansowy Wielkiej Brytanii, który można wstępnie oszacować na poziomie 200 milionów euro. W sumie więc zapłacimy (zakładając obecną wielkość budżetu) około 2,6 miliarda euro (co by się zgadzało z szacunkami Parlamentu Europejskiego). Pamiętajmy też o utraconych wpływach do budżetu państwa z ceł. Po wejściu do Unii pozbawimy nasz budżet około 920 milionów euro z tytułu likwidacji własnych granic celnych. Ostatecznie więc można szacować, że wejście do Unii Europejskiej będzie nas kosztować na dzień dzisiejszy około 3,5 miliarda euro rocznie. W sumie więc koszt Unii bez dopłat do funduszów strukturalnych wyniesie 12,25 miliarda złotych, czyli 7-8 proc. naszego budżetu. Pozostaje zadać pytanie: skąd rząd Leszka Millera ma zamiar wziąć te pieniądze?" caly tekst na : www.nczas.com/?a=show_article&id=341
|
cd3 Danuta Hubner o finansach - z 'Najwyższego Cz
- Ale odbędzie się to przecież na nasz własny koszt. A jeśli o kosztach mowa, to przejdźmy do rozdziału "budżet i finanse". Już wiadomo, że nasza składka wyniesie około 2,5 mld euro. Na tej podstawie wylicza się bilans przepływów netto pomiędzy Unią a Polską. Dlaczego jednak w tych wyliczeniach nie bierze się pod uwagę tego, że wraz z wejściem do Uni stracimy na cłach? Według moich obliczeń, będzie to około 920 mln euro straty?
- Te pieniądze pójdą do budżetu Unii.
- Nie do końca. Strata wynika przede wszystkim z tego, że nie będzie granicy celnej na zachodzie i na południu, na wschodzie obniżymy stawki, dostosowując je do unijnych, zaś wchodząc do jednolitego rynku, godzimy się na sytuację, w której towar z dajmy na to Rosji przejeżdża zaplombowany przez Polskę, jest clony w agencji w Holandii (nota bene czerpie ona duże zyski z ceł, bo ma sprawnie działające agencje celne) i przychodzi do nas na rynek. Hiszpania na przykład straciła po wejściu do EWG duże pieniądze z ceł. Więc jest to też koszt wejścia do Unii. Trzeba pamiętać więc o tym, że nasz łączny koszty akcesji to prawie 3,5 mld euro.
- Jakby tego nie liczyć, nawet jeśli gdzieś tracimy w sposób fizyczny, jednocześnie uruchamiają się mechanizmy, które zwiększają popyt czy podaż. Korzysta się na tworzeniu dochodu w inny sposób. Pewna utrata czegoś w sposób bezpośredni jest zastępowana przez pośrednio przyspieszony wzrost. Trudno byłoby wykazać, że kraje traciły na tym, że zdecydowały się być razem.
- W dłuższej perspektywie być może tak, ale chodzi o najbliższe budżety, na lata 2004, 2005, 2006. Przecież dochód z ceł to ogromna pozycja budżetowa, którą trzeba będzie jakoś zastąpić.
- Cały czas rozmawiamy z Komisją, żeby zmienić jej założenia dotyczące przepływów finansowych. Polska może być zresztą w obozie państw reformujących Unię i pchających ją w kierunku większego realizmu gospodarczego, zwłaszcza w obrębie CAP. Były takie propozycje wicepremiera Kalinowskiego.
- Ale jeżeli wszystko idzie w tym kierunku, żeby to zredukować, to czy nie lepiej po prostu zlikwidować wspólny budżet unijny, wspólną składkę i po prostu ograniczyć się do wspólnego, wolnego rynku?
- Mówił Pan, że budżet jest taki mały.
- Obiektywnie jest mały, ale z punktu widzenia naszego kraju te 2,5 mld euro składki plus inne kosztay, to jest dużo.
- Całe przepływy płatności Unii polegają na tym, że oto budżet państwa daje pieniądze do Unii, natomiast korzystają na ogół regiony i samorządy. To służy rozwojowi, który się wiąże z decentralizacją i to jest chyba zdrowe dla Polski. Zresztą jako liberałowie powinniście to popierać. Jest to przekazanie przez państwo gestii, co zrobić z 2,5 mld, do tych, którzy wezmą na projekty pieniądze z Unii.
- Tylko że budżet ma w 90 proc. wydatki sztywne i trzeba będzie te 2,5 mld uzupełnić. Plus to, co utracimy na cłach. Trzeba więc będzie dodatkowo wydrenować kieszeń podatnika.
- Takich możliwości, żeby zwiększyć obciążenia podatkowe, już nie ma.
- Ale nie będzie innego wyjścia. Ewentualnie na tę składkę wypuści się obligacje na koszt przyszłych pokoleń. Sprawa ostatnia - polityka regionalna, czyli fundusze strukturalne. W kwietniu zeszłego roku, przed szczytem w Göteborgu, Niemcy wystąpiły z propozycją 2+3+2, jeśli chodzi o swobodny przepływ osób. Czyli żeby kraje "starej Unii" mogły odczekać od dwóch do siedmiu lat z pozwoleniem pracy obywateli nowych członków Unii na ich rynkach pracy. Wtedy był w Warszawie król Hiszpanii i minister spraw zagranicznych Pique. Ostro się temu sprzeciwił, chcąc wymusić na Niemcach głównie obietnicę czegoś, co czasem nazywa się konwergencją statystyczną w nowej Unii. Krótko mówiąc: po rozszerzeniu, PKB nowej Unii na tyle spadnie, że regiony hiszpańskie, południowowłoskie czy też wszystkie wschodnie landy Niemiec, które korzystają z funduszy strukturalnych, ponieważ mają poniżej 75 proc. średniej PKB dla Unii, nagle stracą możliwość otrzymania tych pieniędzy. Bo wzrośnie im względne bogactwo, bo będzie nowa średnia PKB dla Unii, która spadnie. Wtedy właśnie, w nowej perspektywie finansowej Unii, która będzie obowiązywać na lata 2007-2013, cała pula musiałaby trafić do krajów Europy Środkowowschodniej. Hiszpanie dostali jednak w Goeteborgu taką obietnicę, że znajdzie się tu jakieś "rozsądne" rozwiązanie. Wtedy Hiszpanie poparli rozwiązania niemieckie na rynku pracy. Czy nie obawia się Pani, że w tej poszerzonej Unii będzie się liczyć PKB inaczej dla nowych i starych członków Unii?
- Myślę, że nie. Trudno oczywiście do końca to przewidzieć. Na pewno jeżeli będą dyskusje nad reformą różnych polityk wspólnotowych, w tym również regionalnej, jest w naszym interesie, żeby się toczyły wtedy, kiedy będziemy w Unii. Takie jest również nasze stanowisko dotyczące reformy wspólnej polityki rolnej. Uważamy, że z tak bliską perspektywą rozszerzenia byłoby nieuczciwie ze strony Unii, gdyby pewne decyzje dotyczące reform wspólnych polityk odbywały się w ostatniej chwili przed rozszerzeniem Unii. Myślę, że będziemy mieć wpływ na to, co się będzie działo.
- Ale jest zapis z Göteborga, jest koalicja państw, do której należą Włochy, Hiszpania, Portugalia, Grecja... W momencie rozszerzenia ich regiony stracą możliwość otrzymywania pieniędzy.
- Państwa członkowskie stopniowo wyrastają z celu pierwszego funduszy strukturalnych, czyli pomocy dla regionów, które mają poniżej 75 procent unijnego PKB czy któregokolwiek innego. Ma pan przykład Irlandii. To jest proces naturalny, z którym się bardzo trudno pogodzić, dlatego że w niektórych krajach, szczególnie w krajach Europy Południowej, pozostały regiony, które ciągle jeszcze odstają w sposób wyraźny od przeciętnego rozwoju. I te kraje, typu Portugalia, Hiszpania czy Włochy, rzeczywiście mają stanowisko, które się różni od stanowiska krajów - płatników netto. W związku z tym taka debata na pewno będzie się toczyła, ale jedn
|
kanoka napisała: "...jestem za wolnością - można wcześniej, ale nikt nikogo na emeryturę nie wyrzuca, po osiągnięciu "wieku"..."
Jak Was nie kochac Przemile Dziewczyny. Czesc z Was na pewno zaszokowal (negatywnie) nie najwyzszego lotu zart ktory przypialem do jednej z moich poprzednich wypowiedzi. Slusznie? - hmmm.....
Geneza pomyslu powszechnego, wiec obowiazkowego funduszu emerytalnego jak podobnie pomyslanych ubezpieczen zdrowotnych bylo nie zagwarantowanie szczegolnie wyszukanych "wolnosci i swobod" obywatelskich, czy zapewnienie "beztroskiej starosci" ale zapobiezenie ewidentnym tragediom pozostania bez srodkow do zycia (w wymiarze absolutnym) - zjawiskiem nader powszechnym wsrod Obywateli w zaawansowanym wieku, w okresie ich wprowadzenia - wstrzasanego kryzysami ekonomicznymi okresu konca feudalizmu i poczatkowego "dzikiego" (w porownaniu z dzisiejszym) - kapitalizmu. Skarb Panstwa i jego Instytucje jako gwarant takiego swiadczenia, w kazdym historycznie okresie i w kazdych warunkach ustrojowych jest jak dotad rowniez obiektywnie, najbardziej wiarygodnym "ubezpieczycielem" bioracych udzial w tym "szalenstwie" - podmiotow.
Emerytura "powszechna" juz w zalozeniu nie gwarantowala swiadczen wyrastajacych ponad poziom ... minimum socjalnego a w najlepszym przypadku znosnej egzystencji!. Luksus, "beztroskie zycie" i wyszukane przyjemnosci (podroze, czeste wizyty mieszkanek Pcimia w San Francisco itp.) wiaza sie raczej z innymi zrodlami ich finansowania, ze standartowym i ustawowym swiadczeniem emerytalnym - raczej nie!. Takie przyjemnosci trzeba finansowac z ew.extra swiadczen typu rentalnego (nie "ustawowego")lub odlozonych na ten cel srodkow - co "na jedno" wychodzi. Prosze nie zapominac, ze w czasach gdy wprowadzano system powszechnych emerytur nie bylo jeszcze mowy o 8-mio godzinnym dniu pracy, szczegolnej ochronie dzieci i mlodziezy czy 4-ro lub 6-cio tygodniowych (platnych!)urlopach wypoczynkowych. Tylko przypadek sprawil, ze uczestnicy takich powszechnych systemow - mieszkancy kilku Krajow Europy Zachodniej, w ostatnich kilkudziesieciu latach mieli "przyjemnosc" korzystania z dobrodziejstw tego swiadczenia wykraczajacego sporo ponad "minimum socjalne". Ich "szczescie" bo realia ekonomiczne i spoleczne szybko zrewidowaly taka polityke i ich nastepcy - roczniki teraz i w przyszlosci wkraczajacy w wiek emerytalny - juz o takim "szczesciu" moga tylko pomarzyc! .- Jest wiele powowodow "dlaczego" - ale to nie jest forum ekonomiczno-polityczne wiec nie ma sensu tego rozstrzasac.
Mila Kanoko,- Dla tych ktorzy ".... sa za wolnoscia i .... mozna wczesniej" polecam zapoznanie sie z prostym kalkulatorem (start- wszystkie programy - akcesoria - kalkulator) za pomoca ktorego latwo policzyc, ze jak "wczesniej" to: przy logicznej konsekwencji iz taki amator juz od tego momentu NIC nie wnosi do puli powszechnych swiadczen, to sam ma wylacznie dwie "ewentualnosci":
1. Swiadczenie bedzie tak niskie iz nie bedzie gwarantowalo poziomu podstawowego minimum socjalnego wiec "z gory" utraca swoj spoleczny sens
2. Amator(ka) "wczesniej" - przeje (skonsumuje) srodki statystycznie przynalezne Jej z tyt. tego swiadczenia i ... (jak ma "pecha") - zyje dalej
Masz "rozwiazanie" dla Niej? Moze sama podejmiesz sie obowiazku lozenia z "twojej" czesci puli na Jej rzecz? Nie? Acha, to w takim razie zakladasz, ze ja (i drudzy) beda to robic! Mozna wiedziec z jakiej "racji" chcesz dysponowac moja czescia emerytury skoro ja "musze" pracowac do oporu! i nie dlatego, ze mnie to sprawia przyjemnosc tylko nie stac mnie na luksus LENISTWA!
W dzisiejszych warunkach, realnie to wyglada tak: -Do ca 25-go roku zycia, kobiety: chodza do szkoly (studiuja), rodzice "kasuja" becikowe, zasilek rodzinny, urlopy wychowawcze, macierzynskie, dni platnego zwolnienia lekarskiego na choroby dzieci i 100-ki zwiazanych z prokreacja i jej skutkami "swiadczen".
- od 60-tego roku zycia maja "kasowac" swiadczenie emerytalne i.... zyja (srednio) jeszcze ponad 20 - cia lat!
O jakiej "sprawiedliwosci" spolecznej (= pokoleniowej) tu jest mowa? 45 lat zycia na (cudzy!) koszt (rodzina, system spoleczny) i 35 lat aktywnego (finansowego) wspierania systemu?. Latwo obliczyc ile dzieci trzeba urodzic i wychowac by w systemie pokoleniowej solidarnosci bo takim jest powszechne swiadczenie emerytalne - by te 45 lat zabezpieczyc finansowo. Szybko sie przekonasz iz prokreacja "prosta" czyli 2-ka dzieci (= 2-je rodzicow) - sprawy "raczej" nie zalatwia.
Jest tradycja w Panstwach "osciennych" (he, he) iz pewne grupy zawodowe o dochodach powyzej pewnego poziomu uznany za "sredni" : samodzielni przedsiebiorcy, czesc tzw. pracownikow panstwowych, wolne zawody, artysci itp - sa zwolnieni (ustawowo) z obowiazku uczestnictwa w powszechnym systemie oplat (ale i swiadczen!) na cele emerytalne. Panstwo, a'priori "zaklada" iz tacy czlonkowie spoleczenstwa nie sa zainteresowani ani granicami czasokresu minimalnej ustawowej aktywnosci zawodowej, ani atrakcyjnoscia swiadczen tego systemu dla jednostek o nieprzecietnie wysokich dochodach oraz permannetnej gotowosci tej grupy spolecznej do zyciowego "ryzyka". Dla pewnych grup zawodowych tzw. pracownikow panstwowych - utworzono specjalne regulacje emerytalne, z zasady z "wyzszymi swiadczeniami" ale okupione przez ich czlonkow ustawowym zobowiazaniem rezygnacji z czesci "swobod pracowniczych" jak rezygnacja z prawa do protestu pracowniczego i strajku (wojsko, policja), urlopy tylko w z gory okreslonych terminach w roku (nauczyciele, pracownicy Oswiaty i Nauki stpnia wyzszego itp..
pozdrawiam serdecznie,- pE
|
malutka.niak napisała:
> artur321 napisał: > > > Kurcze, nie wiedzialem, ze są takie dysproporcje w zarobkach... > > > > Ale co do jednego to sie z niektórymi wypowiedziami nie moge zgodzić. Wca > le > nie > > > > jest tak, ze dzieki oddzialom Bank zarabia kokosy. Owszem, gdyby odeszli > z > > banku wszyscy kasjerzy to bank nie mogłby prowadzic swojej podstawowej > > dzialalnosci. Ale prawdziwe pieniadze to zarabia centrala a nie oddzialy.
<b> banku nie da sie tak podzielić... to tak jak byś powiedział że w ciele człowieka żyje głowa a nie serce... błąd logiki, poza tym bez kasjerów spokojnie można wytrwać, potrz banki elektroniczne!</b>
> > > Popatrzcie zreszta na koszy funkcjnowania tego banku i spróbujcie policzy > c > ile > > przecietny oddzial moze przyniesc pieniedzy bankowi w ciagu roku > (uwzględniając > > > > fakt, iz gros klientów to emeryci), a jakie sa koszty utrzymania tego sam > ego > > oddzialu. Wystarczy od dochodow odjac koszty i przyblizony wynik mamy na > tacy. > > Moje zdanie jest takie, ze dopoki nie zostanie przeprowadzona prawdziwa > > restrukturyzacji to ani działalność banku nie bedzie dochodowa ani pracow > nicy
<b> ble, ble, ble, skad te przekonania? coś kolega konfabuluje...</b>
> > nie beda zarabiali normalnych pieniedzy. > > > > Pozdr, > > artur > > Słuchaj Artur, co do,restrukturyzacji, to niesie za sobą tysiące dramatów > ludzkich ( ludzie którzy nie liczą się w tej polityce są zwyczajnie zwalniani), > > wszystko to jest moim zdaniem "chore", ponieważ nie ma w niej miejsca dla > lludzi. > Jak już wszystkim wiadomo, to inne banki są po restrukturyzacji i co z tego > wynikło, czy mają super zarobki i zyski, czy pracownicy są zadowoleni z pracy? > Wszyscy wiemy, że nie jest to prawda, a czy klienci naszego Bankum będą > zadowoleni po restrukturyzacji? Wszystko to jest bardzo wątpliwe? > Mieliśmy "pewnośc i zaufanie", a wszystko to zwyczajnie tracimy z dnia na dzień
<b> czy koleżanka prowadziła kiedyś swoją firmę? zadam pytanie czy ważniejsze jest samopoczucie pracowników, których koleżanka zatrudnia czy pozycja firmy? </b>
> > tylko dlatego, że powielamy jakieś stereotypy i staramy sie upodobnić do innych > > którzy zrobili coś parę lat temu, a my za wszelką cenę staramy się do nich > upodobnić! W tej tzw.restrukturyzacji tak naprawdę nic nie ma znaczemia nawet > praca Prezesa, bez względu na efekt- jest niczym, bo w tej chwili liczy się > jedynie polityka a nie dobro ludzi, dobro firmy i jakiś tam zysk na którym tak > naprawdę nikomu nie zależy! > Nie zgodzę się z teorią, że zyski to lada w drobnym stopniu a jedynie Centrala? > Gdyby policzyć koszty utrzymania centrali, to zapewne one by pochłonęły zyski z > > oszczędności pracowników lady i zaplecza ! To, niestety my mamy oszczędności i > biedę a Wy rządzicie na zasadzie "wszelkie chwyty dozwolone". > W syuacji, kiedy inne banki udzielaja kredytów na podstawie dowodu osobistego w >
<b> ble ble ble .... j.w.
> 15 minut, Wy nadal tworzycie procedury z setkami nikomu nie potrzebnych > czynnośc! Jest mi strasznie przykro, że funkcjonujesz w takiej nieświadomości i > > nietolerancji odnośnie pracy innych! > Niestety nasza "Centrala" jak dotąd, to nie wymyśliła niczego nowego ani też > niczego dobrego! A przecież, podobno człowiek to taka istota ludzka, która > potrafi wyciągać wnioski i jest istotą nadmiar inteligentną? > Więc, czemu nasza restrukturyzacja , mimo wielu mądrych i wykształconych ludzi > nie wnosi innowacji ( czyli nowych pomysłow opartych na błędach innych)? > Jeżeli obecnie nasi klienci, to głównie emeryci i renciści, to chyba jedynie > główna zasługa polityki "Centrali" a nie szarych pracowników FIRMY?
<b> straszne bajdy... pytanie kolejne: czemu koleżanka nie chce zmienić oblicza tej "firmy", z przyjemnością bym pod koleżanką pracował, bez obrazy... przypomina mi to historie kolonializmu, kolonie oddzielając się od macierzy zyskały niezależność i pieniądze, które następnie szybko utraciły, ponieważ nie potrafiły być samorządne... ja bym z chęcią zrobił eksperyment, ale nieodwracalny, taki, który byłby nauczka dla innych: oddzielmy jakiś oddział i niech sam istnieje i "płaci" tylko swoje koszty! daje mu zaledwie dwa tygodnie do bankructwa i wywalenia (na dobre bo zaryzykowali) pracowników na bruk.</b>
> Od lat jesteśmy firmą (czyli Bankiem) która posiada własną osobowość i własny > charakter, którego jak dotad nikt nie umiał zrozumieć i wykorzystać; być może > dlatego w firmie obecnie nie można odnależć choćby jednej rzeczy którą by można > > nazwać normalną. Myślę, że tak naprawdę to polityka naszej firmy jest w tej > chwili destrukcyjna i odstraszająca. > Mamy tutaj do czynienia z taką samą troska i walką o klienta jak o pracownika, > tak samo nie stanowi wartości praca pracownika lady, zaplecza jak i > informatyka; przepraszam to jakiś zwyczajny absurd myśleniowy!
<b> tak, tak! tak!!! święta racja! pampersy muszą się wykazać, a my jesteśmy dla nich cyferkami w rubryczkach...</b>
> Wybacz, Arturze, że odpowiadam w taki sposób właśnie Tobie, ale niestety, > poruszyłeś strunę która w tej chewili musi zadżwięczeć i to głośno, ponieważ > jest to błąd w myśleniu tzw.Centrali. > Firma jeszcze ciągle ma wielki potencjał przyciągania klientów (to czego inni > nie posiadają) czyli pewność i zaufanie związane z udziałem Skarbu Państwa, > posiada również wielkie zaplecze i szanse przedłużenia pracy pracownikom którzy > > wykazują zaangażowanie i chęć dalszej pracy w firmie, oraz zyski, które wcale > nie muszą być najwyższe w skali kraju, natomiast w regulacji wewnętrznch > problemów pracowniczych mogą stanowić doskonałą podstawę oraz zaufanie i > reklamę firmy! > Przesyłam pozdrowienia, łącznie z przeprosinami za mocne słowa tego postu > i bardzo liczę na mądre przemyślenia??? > Pozdrawiam serdecznie! > (wybacz, jeżeli jestem w błedzie, to bardzo liczę na Twoje wyjaśnienia!).
|
PiS: albo reparacje, albo zmiana rządu Związek Wypędzonych, czyli ambasada III Rzeszy Gdy w ubiegłym roku do wyborów na kanclerza Niemiec startował Edmund Stoi- ber, przewodniczący CSU i premier Bawarii, na zjeździe Ziomkostwa Prus Wschodnich oznajmił on, że po wygranych wyborach wprowadzi do oficjalnej polityki wobec Polski i Czech kwestię powojennych wysiedleń Niemców. Innymi słowy: Stoiber zapowiedział możliwość domagania się od Polski i Czech odszkodowań za mienie utracone przez Niemców, których wysiedlono z obecnych terytoriów tych krajów. Stoiber powiedział to, czego od dawna domaga się Erika Steinbach i reprezentowany przez nią Związek Wypędzonych. Na deklarację Stoi-bera ostro zareagował szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz. Stwierdził on wówczas: "Polska ma rachunki z przeszłości i jak będzie trzeba, to je przedłoży". - Nie mam wątpliwości, że trzeba Niemcom przypominać, kto jest ofiarą, a kto agresorem, że trzeba hamować ich zapędy w relatywizowaniu win i odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Niemieckie społeczeństwo nadal nie może się otrząsnąć ze swojej buty, z megalomanii związanej z pojęciem Herrenvolk - mówi "Wprost" dr Marek Edelman, ostatni żyjący dowódca powstania w getcie warszawskim. W ubiegłym roku ukazała się praca "Przejęcie majątków niemieckich przez Polskę po II wojnie światowej" dr. Mariusza Muszyńskiego, radcy prawnego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Muszyński wskazał przesłanki, jakie musiałyby się pojawić, aby sprawa reparacji wojennych dla Polski wróciła. Jedną z nich jest przeniesienie pretensji wypędzonych na forum oficjalnej niemieckiej dyplomacji i jakakolwiek próba podważenia przez niemiecki rząd federalny popoczdamskiego status quo. Czy taka próba jest realna? Na razie Niemcy otwarcie domagają się odszkodowań od Czechów. Te żądania już kilka lat temu poparł Klaus Kinkel, minister spraw zagranicznych w rządzie Helmuta Kohla. Poparł je też ówczesny minister finansów Theo Weigel. Niemiecki dziennik "Süddeutsche Zeitung" wielokrotnie pisał, że już siedem lat temu Niemcy zaczęli się starać o zwrot majątków leżących na zachodnich i północnych ziemiach Polski, które kiedyś należały do nich lub ich rodzin. Głośna jest sprawa Herberta Wehry, który domaga się zwrotu należącego przed wojną do niego majątku w Mosinach koło Człuchowa. Podobne żądania wysunęło już wobec Czech ponad 20 tys. Niemców z Sudetów. Niemcy są jedynym krajem, którego rząd finansuje organizację jawnie domagającą się przewrócenia popoczdamskiego porządku w Europie. Historyk Richard Chesnoff, autor m.in. pracy "Banda złodziei", w której opisuje nazistowską politykę grabienia żydowskiego mienia w Europie, zauważa, że Związek Wypędzonych pełni funkcję swego rodzaju ambasady III Rzeszy w Republice Federalnej Niemiec. Związek powstał w 1951 r. i wszystkie rządy Niemiec w praktyce traktowały go jako ekspozyturę Niemiec w granicach z 1937 r. W ten sposób zawsze swój podmiot miały ewentualne roszczenia do mienia utraconego w 1945 r. Związek Wypędzonych po prostu legitymizował te roszczenia, przez co rządy mogły demonstrować, że nie zapomniały o krzywdzie wypędzonych, a wobec społeczności międzynarodowej twierdzić, że oficjalnie żadne roszczenia nie wchodzą w grę, że żądania wypędzonych są ich prywatną sprawą.
Za co Niemcy są nam winni bilion dolarów Pod koniec lat 30. Polska była porównywana z Hiszpanią, Grecją, Włochami, Portugalią i Japonią. Jak obliczyli Zbigniew Landau i Jerzy Tomaszewski, autorzy publikacji "Druga Rzeczpospolita. Gospodarka - społeczeństwo - miejsce w świecie", w 1929 r. roczna produkcja na Polaka wynosiła 610 zł, na Hiszpana - 750 zł, zaś na Włocha - 880 zł. Po wojnie Polskę dzieliła od tamtych krajów przepaść. Niemcom zawdzięczamy to, że straciliśmy 38 proc. majątku narodowego. Dla porównania Francja straciła 1,5 proc. majątku, a Wielka Brytania - 0,8 proc. Pod koniec lat 40. PKB Polski wyniósł 8 mld zł (w cenach przedwojennych), podczas gdy w 1939 r. sięgał 18 mld zł. Strat poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Gdy odzyskiwaliśmy niepodległość w 1989 r., różnice gospodarcze między Polską a krajami, z którymi byliśmy porównywani przed 50 laty, były ogromne. Dochód narodowy na Polaka wynosił 1400 dolarów, na Hiszpana - 8,7 tys. dolarów, na Włocha - 14,5 tys. dolarów. Powołane po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów na potrzeby żądań reparacyjnych przygotowało bilans strat materialnych Polski. Kolej straciła 84 proc. majątku, energetyka - 65 proc., poczta i telekomunikacja - 62 proc., szkolnictwo - 60 proc., górnictwo - 42 proc. Spośród 30 tys. fabryk ocalało 10 tys., jednak i w tych zachowanych połowa budynków była zniszczona. Zniszczono też 30 proc. lasów. Z okupowanej Polski Niemcy wywieźli lub wykorzystali na miejscu na potrzeby wojennej gospodarki ponad 200 mln ton węgla kamiennego, milion ton soli potasowej, 500 tys. ton rudy żelaza, 100 tys. ton fosforytów. Łączne straty gospodarcze wyniosły 259 mld przedwojennych złotych, czyli 49 mld przedwojennych dolarów. Biorąc pod uwagę fakt, że ówczesny złoty i dolar oparte były na parytecie złota, po przeliczeniu na dzisiejszy kurs Niemcy byłyby nam winne za zniszczenia w gospodarce około 590 mld dolarów, czyli dwa razy więcej niż obecnie wynoszą roczne przychody największych niemieckich koncernów: Volkswagena, Veby, Emteca, Siemensa, Hoechsta i Bayera. Do tego dochodzą straty poniesione przez poszczególnych obywateli. W 1990 r. prof. Alfons Klafkowski, nieżyjący już specjalista prawa międzynarodowego, wyliczył, że z tego tytułu poszkodowanym i ich spadkobiercom (straty wojenne poniosło ponad 13 mln osób) należałoby się 285 mld dolarów odszkodowań. Niepoliczalne są straty ludzkie oraz te, które wynikają z zapaści cywilizacyjnej Polski przyłączonej do bloku sowieckiego, co również jest skutkiem wywołanej przez Niemców wojny. Straciliśmy 39 proc. lekarzy, 33 proc. nauczycieli szkół zawodowych, średnich i podstawowych, 30 proc. naukowców i profesorów wyższych uczelni, 28 proc. księży, 26 proc. prawników. Według różnych ekspertyz, Niemcy powinni za to zapłacić od 100 mld dolarów do 300 mld dolarów odszkodowań. Łącznie zadośćuczynienie Polsce za straty wojenne kosztowałoby Niemcy co najmniej bilion dolarów.
Polska nalezy do Polakow. W calej Polsce sady powinny uwlaszczyc Polakow a wywlaszczyc Niemcow. Niemcy organizuja "Drag nach Osten" "Marsz na Wschod" od Ottona III, Fryderyka II, Otto von Bismarcka, Adolfa Hitlera , az do Erici Steinbach.
|
|